piątek, 15 czerwca 2018

ROZDZIAŁ XIII

No, kolejny rozdział napisany :P Wiem, idzie mi to mozolnie, ale ani wena, ani czas u mnie nie goszczą ostatnio. Praca po prostu mnie wykańcza i tylko odliczam do lipca, bowiem właśnie w tym okresie mam urlop i mam nadzieję, że wtedy zacznie się regularne pisanie codziennie, tak, jak to kiedyś robiłam.
Teraz skupiam się głównie na Dotyku Diabła, bo chcę skończyć z tym opowiadaniem, by zająć się innymi. Ponadto dalej w głowie mam masę historii, które także ruszą po skończeniu pozostałych. No i Zmysł Zabójcy ma się ukazać w 2018!
Również planuję ruszyć z opowiadaniami własnymi. Ale jak mówię - trzeba zakończyć pozostałe, by móc ruszyć z kolejnymi. Módlcie się więc wraz ze mną, bo to będzie niełatwe ;D 

Szum wiatru przedzierał się przez otwarte okno, burząc wszechogarniającą ciszę. Na zewnątrz wiało, a przez szklaną powłokę łatwo było zauważyć nadciągające, ciemne chmury. Tak jak zapowiadano dzisiejszego poranka w wiadomościach, niedługo miała rozpętać się burza.
Jednakże Sasuke mało to obchodziło — miał ważniejsze rzeczy do zrobienia, niż martwienie się o pogodę. Chciał jak najszybciej zredagować przesłane mu materiały. Zazwyczaj to nie on nakładał poprawki, a jego zaufany personel, ale tym razem projekt był zbyt ważny. Wolał wszystko sam dopiąć na ostatni guzik, tak, dla pewności.
Nagle frontowe drzwi rozsunęły się. Oczywiście Uchiha nie musiał podnosić głowy, by wiedzieć, kto ośmielił się wejść do środka. Był tylko jeden człowiek w firmie, który mógł panoszyć się w biurze Sasuke bez uprzedniej zapowiedzi. Suigetsu Hozuki.
Aczkolwiek tym razem sytuacja była wyjątkowa, bo to sam brunet po niego posłał. Nic więc dziwnego, że na twarzy współpracownika widniał nieprzyjemny, iście zadowolony uśmieszek.
— O co chodzi? — zapytał bez ogródek siwowłosy, nachyliwszy się nad barkiem Sasuke. Przez chwilę uważnie studiował litery wyświetlane na laptopie, odczytując ich treść.
— Rano przesłali scenariusz — zaczął Uchiha beznamiętnie. — Jest całkiem dobry, tak jak się zresztą spodziewałem, ale niektóre momenty uważam, że powinny albo zostać zmienione, albo całkowicie wycięte.
— I pracujesz nad tym od czwartej rano — osądził Hozuki. Do niego także dotarł cały rysopis, przez co zdążył się już z nim zaznajomić. Dlatego, prawdę powiedziawszy, nie był zaskoczony, a raczej rozbawiony.
— Nieistotne. — Ton Uchihy nie zmienił się ani o jotę. Był równie zimny i równie oschły, co wcześniej. — W każdym razie prześlę ci niedługo ostateczną wersję.
Hozuki niemrawo skinął głową, wciąż patrząc nad barkiem mężczyzny i wciąż opierając się rękami o czarne krzesło przedstawiciela Uchiha Company. Zapewne Sasuke jest zirytowany, że naruszam jego przestrzeń, pomyślał Suigetsu. Nie żeby miał przy tym jakieś opory. Wręcz przeciwnie. Lubił denerwować mężczyznę.
— A tak naprawdę, po co mnie tutaj sprowadziłeś? — zapytał w końcu, gdy stukanie na klawiaturze stało się aż za bardzo rozpraszające. Poza tym Sui nie był głupi, wiedział, że coś się święci.
W tym momencie, niczym za machnięciem różdżki, stukanie ustało. Blade, zręczne palce oderwały się od klawiszy. Brunet nonszalancko obrócił się w stronę Hozukiego, przez co ten musiał cofnąć się o parę kroków.
Spojrzenie Uchihy paliło żywym ogniem, nie namiętnym, ale złym, bardzo złym. Jakby jego opanowanie całkowicie zniknęło, pozostawiając iskrę furii. Jednak trwało to może sekundę, dwie. W tym czasie ogień został zastąpiony przez lód.   
 — Wydaje mi się, że widziałem ciebie na bankiecie. I nie sądzę, żebym się mylił — powiedział Sasuke jadowicie, głosem pozbawionym skrupułów.
— Nie można już odwiedzić swoich znajomych? — Brew Suigetsu powędrowała do góry, prześmiewczo. Uwielbiał słowne potyczki z Sasuke. Zawsze były aż nazbyt ekscytujące.
— Znajomych — powtórzył grobowo Sasuke, nie spuszczając z niego oczu. Jego zmrużone powieki jasno mówiły, że nie wierzy i nigdy nie uwierzy w ani jedno słowo mężczyzny. Suigestu był przebiegły, ale nie niezwyciężony. Ponadto jeśli przebywasz z wężem wystarczająco długo, możesz sam się nim stać.
— Jestem ciekaw… — Sasuke oparł się o krzesło i przybrał niedbały ton. Oczywiście gra dalej się toczyła. — …cóż takiego knujesz z moją matką, Sui.
Delikatny, prowokujący uśmiech posłużył za odpowiedź.
Obaj patrzyli sobie prosto w oczy, bez jakichkolwiek czułości. Ktoś z boku mógłby pomyśleć, że ma przed sobą znakomitych aktorów, których maski były naprawdę przerażające.
Ostatecznie to Sasuke drgnął, poprawił się na krześle, po czym ponownie zwrócił w kierunku laptopa.
— O trzynastej jesteśmy umówieni z prezesem Huanem. Lepiej się przygotuj.
Suigetsu przewrócił oczami, wracając do swojego normalnego zachowania. Nie było w nim już śladu poprzedniego napięcia.  
— Ten dziad i tak będzie wrzodem na mojej dupie przez całe spotkanie. Dziwię się, że rodzinka z nim wytrzymuje.
— Ten dziad — powtórzył Sasuke niezobowiązująco — jest dobrze prosperującym inwestorem i lepiej mieć go po swojej stronie.
— Jak na razie — dodał Sui.
— Jak na razie — zgodził się Sasuke, a jego kącik ust lekko zadrżał. 

***
Obiad z rodziną nie był szczytem marzeń Sasuke, ale wiedział, że raz na jakiś czas musiał się poświęcić. Poza tym wiele mógł zyskać, siedząc tutaj z tymi bestiami, które zerkały na samych siebie nieufnie, ale także z niemałym zadowoleniem. Byli niczym postacie z kryminałów, choć nawet one nie miały tyle finezji.
Jedyna osoba, która się wyróżniała, znajdowała się po prawej stronie Sasuke. Naruto Uzumaki nie pasował do tego obrazka, kontrastował na tle czerni, bladości i zła. W nim dalej była iskra niewinności oraz niezależności. O dziwo to także sprawiało, że Sasuke pragnął go jeszcze mocniej. Chciał go sobie przywłaszczyć, chciał go w całości.
Bruneta niespodziewanie z przemyśleń wyrwał uradowany głos matki. Gdy przeniósł wzrok na kobietę, od razu zobaczył nienaturalny, sztywny uśmiech oraz błysk w jej równie czarnych tęczówkach.
— Itachi zdecydował się wraz z Hinatką na datę ślubu. Czyż to nie wspaniale, Sasuke?
Sasuke odparł uśmiech, chociaż dalece było mu do miłego. Nawet Naruto zadrżał, zerkając na niego kątem oka. Sasuke nie chciał go spłoszyć, więc położył swoją dłoń na kolanie młodszego w uspakajającym geście.
— Oczywiście, matko. To znakomicie, że w końcu im się układa. — Tutaj skierował wzrok na Itachiego, który zmarszczył brwi. Oczywiście, że brat pamiętał ich ostatnią rozmowę. Czy jednak się domyślił, kto stał za tym niespodziewanym obrotem spraw? Kto, choć na chwilę, spowodował, że cały ten absurd zatrzymał się i przybrał właściwy bieg?
Tak, z pewnością się domyślał, co sugerowały mocno zaciśnięte usta w wąską kreskę. Nic jednakże nie rzekł, nie przy matce, która była gorsza niż niejedna zmora.
Więc dalsza część spotkania rodzinnego przeminęła w pozornie, nienaturalnie miłej atmosferze. Zwodnicze uśmiechy także zdawały się być na miejscu, do czego Sasuke zdążył się przyzwyczaić. Może byłoby mniej niezręcznie, gdyby ojciec siedział z nimi przy stole, gdyby szybciej wrócił z zza granicy i przywrócił ład oraz porządek. Pojawiał się bowiem za rzadko i nie wtedy, gdy sytuacja naprawdę tego wymagała.
Kiedy ruszył do auta, stojącego na parkingu, poczuł jak czyjaś delikatna dłoń ciągnie go do tyłu. Zdziwiony przystanął, po czym spojrzał na blondyna.
— O co chodzi, Naruto? — zapytał z wysoko uniesionymi brwiami.
W niebieskich tęczówkach kryło się coś dziwnego. Sasuke nie potrafił zdefiniować tej iskry.
— To twoja sprawka — osądził nagle, wprawiając Sasuke w jeszcze większe zdezorientowanie.
— Moja spra…? — przerwał, ponieważ zrozumienie przyszło szybko. Oczywiście, już wiedział, o czym mówi Naruto. Chodziło mu zapewne o ślubne plany Itachiego. Tylko jak się domyślił? Czyżby Sasuke mylił się co do jego osoby i Naruto był bystrzejszy niż przypuszczał?
Cóż… to zdawało się być intrygujące. Bardzo intrygujące.
Obaj wpatrywali się w siebie intensywnie. Sasuke czuł ekscytację, mogąc przypatrywać się temu ognistemu błękitowi. Do tego dotąd nieznana zadziorna mina, sprawiała, że miał ochotę przełożyć Naruto przez kolano i schłostać, tak, jak to ostatnio zrobił. I też wiele innych rzeczy, ale domyślał się, że akurat teraz chłopakowi nie będzie się to podobać. Nie, gdy właśnie w jego głowie kołatała myśl „kim jesteś, Sasuke? I w co pogrywasz?”.
Ale Sasuke nie zamierzał nic zdradzać. Nie lubił mówić o sobie, szczerze mówiąc, nigdy nie mówił o sobie. A w szczególności swoim zabawką.
Dlatego też obrócił się na pięcie i, nie oglądając się za siebie, rzekł:
— Nie wiem, o czym mówisz, Naruto. A teraz chodźmy.



niedziela, 3 czerwca 2018

ROZDZIAŁ XII

Kochani, witajcie ;) Znowu trochę mnie nie było, ale w końcu rozdział (jakimś sposobem) powstał ^^


Po niefortunnym spotkaniu starszego brata Sasuke, razem skierowali się z powrotem na salę i przystanęli w kącie, z daleka obserwując bawiących się gości.

Brunet miał dłoń schowaną niedbale w kieszeni, w lewej tymczasem trzymał whisky z lodem. Jego spojrzenie ani razu nie spoczęło na blondynie, jakby całkowicie zapomniał o jego istnieniu. Uzumaki czuł niesmak w ustach — zimno bijące od Sasuke było aż nazbyt natarczywe. Zdawał się przez to jeszcze bardziej nieprzystępny, lekko przerażający.

Mimo tego Naruto odważył się odchrząknąć i zapytać:

— Dobrze... się czujesz?

Czarne oczy drgnęły i w końcu leniwie skierowały się na nastolatka. Sasuke odwrócił się bardziej do chłopaka, tylko barkiem opierając się o zimną ścianę. Milczał, a przez to nerwy Naruto były znowu nadszarpnięte.

— Panie Uchiha?

Sasuke w końcu zareagował. Nachylił się powoli, tuż nad uchem blondyna. Jego alkoholowy oddech podrażnił delikatną skórę, przez co włoski Naruto zjeżyły się na karku.

— Chyba jesteśmy na takim etapie znajomości, że możesz mówić do mnie po imieniu.

Odsunął się, ponownie oparł plecami o ścianę, a uwagę przelał na tłum ludzi. Tym razem jednak Naruto był pewien, że cały czas wie o jego obecności i go tylko prowokuje.

— O ile pamiętam, na początku znajomości nie miałeś z tym problemu — dodał niezobowiązująco.

— Tak, ale wtedy...

— Nie wiedziałeś, że jestem o tyle starszy? — podsunął usłużnie Uchiha. — Że jestem kimś ważnym?

Naruto nie potrafił sprecyzować czy w tych pytaniach pobrzmiewa ostrość, czy sarkazm. Mężczyzna miał to do siebie, że zawsze zdawał się być zagadką. Ale, prawdę mówiąc, ta tajemniczość podobała się siedemnastolatkowi. Już wiedział zresztą, czemu źli chłopcy zazwyczaj podbijali niewieście serca.

— Że masz kontakty z moją dyrektorką — wypalił na wydechu Naruto.

Brew Sasuke powędrowała do góry. Był zaskoczony tym komentarzem chłopaka, ale też zadowolenie zamajaczyło na jego licu. Uśmiechnął się kącikiem ust.

— Robisz się pyskaty — zauważył. — Czyżbym wyzwalał w tobie aż takie żądze?

Naruto przygryzł wargę. Uchiha zauważył to i niemal natychmiast naparł na nastolatka własnym ciałem. Szklankę z whisky trzymał dalej w dłoni, nad ramieniem chłopaka.

Patrzyli na siebie intensywnie, przenikając nawzajem. Naruto miał wrażenie, że Sasuke prześwietla jego duszę w każdy możliwy sposób. Pozbawia go masek.

— Przestań, ludzie mogą nas zobaczyć — wyszeptał w kierunku bruneta. Faktycznie, chociaż trwał tutaj lekki półmrok i tak pobliskie światła nie skrywały ich sylwetek. Więc do obserwacji mogli być łatwym celem.

— Nawet nie mrugnęłaby im powieka, gdybym zaczął cię mocno posuwać — oznajmił chłodnym tonem, w którym również pobrzmiewały chrypiące nuty.

— Sasuke — jęknął błagalnie młodszy, czując jak kolano mężczyzny napiera boleśnie na jego krocze. Nie dość, że cały czas był podniecony, nawet wtedy, gdy matka Sasuke raz jeszcze podeszła do nich z pytaniem, jak się bawią, to teraz ponadto kręciło mu się w głowie od nadmiaru intensywności tego wszystkiego. Marzył, by się spuścić.

— O północy pojedziemy do mojego mieszkania, zwiążę cię i zaknebluję, będę cię chłostać za twój pyskaty język i za sprowadzanie mnie do granic wytrzymałości.

Naruto zaparło dech w piersi. Sasuke powiedział to zupełnie niedbale, jakby było to na porządku dziennym. A potem wypuścił go z objęć, następnie maczając usta w alkoholu i zerkając na lawirującą pomiędzy znajomymi matkę. Wyglądał na nieporuszonego, ale było to tylko złudzenie, ponieważ jego oczy płonęły dziko, bardzo niebezpiecznie. Niczym oczy diabła.

***

Nakazał mu zdjąć wszystko z siebie. Naruto z ociąganiem, lekkim zażenowaniem zrobił to, po czym usiadł nagi na krześle, które niedawno w salonie postawił Uchiha.

— To intrygujące, że jesteś wciąż nieśmiały, po tym co mój język i penis robiły w twoim tyłku — zauważył Sasuke, podchodząc bliżej niego. Ręką objął policzek Naruto, a kciukiem lekko pogładził delikatną, niemal kruchą skórę. — Nie tak, masz się przez niego przełożyć, żebym widział twój odbyt i jądra.

Członek Naruto zadrżał mocniej, jakby w ogóle było to możliwe. Dłonie zacisnął z całych sił na marynarce Uchihy, bez wyrzutów gniotąc sztywny materiał.

— Sasuke, proszę, dotknij mnie — zaszlochał, ale Uchiha nie był tym poruszony. Sam podciągnął Naruto i ustawił go odpowiednio. Chłopak ciężar ciała musiał teraz utrzymywać na rękach, które ułożył na siedzeniu krzesła, tyłek trzymając jednocześnie wypięty. Nie było to komfortowe, ale w tej chwili nie miało to również znaczenia.

— Dotknę cię wtedy, gdy uznam, że na to zasługujesz — oznajmił Uchiha, językiem przejeżdżając po bladym, prawym pośladku. Nie mógł się powstrzymać, szczególnie, iż to ciało było takie kruche, takie idealne. — Na moich zasadach — dokończył.

Początkowo chciał użyć pejcza, ale ostatecznie zdecydował, że woli uderzać własną dłonią, czuć skórę przy skórze. Widzieć zaczerwieniony odcisk, zaznaczający, że to jego własność.

Niedbale rozwiązał krawat, a potem oplótł nim nadgarstki blondyna, przywiązując go do krzesła, w usta z kolei włożył nową, czarną ścierkę.

Popatrzył na swoje dzieło i pogłaskał przez spodnie własną żołądź. Naruto nie mógł jednak tego zobaczyć.

Sasuke uderzył chłopaka z zaskoczenia. Jego dłoń ze świstem spoczęła na pośladku, a Naruto wygiął się, irracjonalnie nastawiając się jeszcze bardziej. Pot na jego plecach już teraz było widać w postaci krystalicznych, małych kropek.

Drugi cios był mocniejszy i Sasuke czuł coraz większe zadowolenie. Wiedział, że włożył w to uderzenie wiele siły i musiało cholernie boleć, dlatego rozmasował kciukami to zaczerwienione miejsce, by móc kontynuować.

— Podoba ci się? — spytał, klękając tuż za nim. Wargami musnął nabrzmiałych jąder. Stękniecie było lepsze niż jakakolwiek odpowiedź.

Lizał je chwilę, a potem znowu uderzył i znowu. Zdawało mu się, że sam widok mógł doprowadzić do kurewsko intensywnego wytrysku. Nie chciał tego sprawdzać, w każdym razie. Miał ważniejsze rzeczy do zrobienia.

Ze stolika wziął tubkę z nawilżaczem, a potem bez precedensu rozpiął swoje spodnie i ściągnął je do połowy wraz z bokserkami. Twardy, nabrzmiały członek stał dumnie i Sasuke, na nic nie czekając, wycisnął krem, by ręką nałożyć go na fiuta, palcami z kolei na odbyt chłopaka. Nie robił tego zbyt długo oraz za umiejętnie, ponieważ Naruto był gotowy już kilka godzin wcześniej. Jego dziurka trwała szeroko, chcąc przyjąć w siebie penisa Sasuke w całości.

Uchiha warknął, odrzucił tubkę gdzieś na ziemię, a następnie niemal brutalnie wdarł się do środka. Nawet nie dał wytchnienia nastolatkowi, a brutalnie, jak zwierzę, zaczął go posuwać. W przód i w tył, w przód i w tył.

Gdyby nie przytrzymywał bioder chłopaka, zapewne ten już osunąłby się na podłogę. Stękał przez ścierkę, która tłumiła te dźwięki. Sam także wychodził, a przynajmniej starał się wychodzić, naprzeciw ruchom Sasuke.

Nie wiadomo ile to trwało. Godziny? Minuty? Sekundy? Może wieczność? Naruto stracił rachubę czasu. Przyjemność przyćmiła zmysły, a w momencie, gdy poczuł jak brunet wylewała się w niego, to było apogeum. Potem palce zaciśnięte na penisie, doprowadziły go do ostateczności. Doszedł ze łzami w oczach, mając wrażenie, że znalazł się w raju.

***

Parę dni później Sasuke przekraczał próg drzwi rezydencji Hyuuga. Przywitał się oschle z długowłosym, przystojnym mężczyzną i zasiadł przy szklanym stole.

— Kawy, herbaty... wina? — zapytał Neji Hyuuga, a na jego ustach błądził zadowolony, przyprawiający o mdłości uśmieszek.

Sasuke odmówił.

— Więc co cię do mnie sprowadza? — zapytał, samemu siadając naprzeciw mężczyzny. Ruchem ręki poprawił kosmyki opadających na czoło włosów.

— Itachi zasugerował, że mam sprawdzić co u ciebie, więc jestem.

Neji uśmiechnął się szeroko.

— Jak widzisz u mnie wszystko dobrze, a wręcz, rzekłbym, wyśmienicie.

Sasuke zmrużył swoje czarne, pozbawione skrupułów oczy. Między mężczyznami zapadła cisza. Patrzyli na siebie może nie nieufnie, ale z dozą wrogości.

— Po ślubie też zamierzasz rżnąć własną kuzynkę? — zapytał ostro Sasuke. Nie drgnęła mu przy tym choćby powieka.

Neji nie był przejęty.

— To, że będzie miała męża, nic nie zmieni. Dalej będzie moja.

Sasuke sucho parsknął śmiechem, po czym wygodniej oparł się o ramę krzesła.

— Niekiedy zastanawiam się, kto jest bardziej odrażający... Ty czy twoja kuzynka. 

sobota, 19 maja 2018

ROZDZIAŁ CZWARTY


Trochę długo zajęło mi pisanie tego rozdziału, ale przynajmniej mam nadzieję, że jest w miarę dobry. Dajcie znać, co sądzicie, Kochani ^^ W ogóle będę musiała chyba jakoś ruszyć z tym wszystkim, ponieważ już w wakacje planowałam zacząć ostatnią część Trylogii Zabójcy pt. "Zmysł Zabójcy", ale zobaczymy czy mi się uda... Trzymajcie za mnie kciuki ;)  


To legendy nastał czas
Z ust do ust
Z mroku do światła
Nasza przeszłość szepcze nasze imię
I nigdy nie przestanie
Ponieważ w ich wspomnieniach
Toczy się nieprzerwana walka

Tego się nie zapomina
Smaku krwi, dotyku stali
Wojowników przeznaczenie zapisane jest w chmurach
Jesteśmy legendami, feniksami rodzącymi się z popiołów

Walczyliśmy tamtego dnia
Gdy deszcz muskał twarze i ostrza
Popiół unosił się w powietrzu, 
a nasze imiona krzyczeli w niebiosach

Bogowie nas wezwali
Dla ludzi małych i wielkich
Dla ocalenia tego, co stworzone
Trzymaliśmy śmierć we własnych palcach
Możemy być królami, możemy być stwórcami
Ale wtedy byliśmy tylko bohaterami

Każdy z nas popełnił błędy
Nie ma ideałów, dusze oszpeca mrok
Krzyk w ciemności jest zapomniany
Gdy demony mocą wciąż w głowie
I moglibyśmy być kimś niepokonanym, kimś, 
kto zbierze całe złoto świata

Ale dla historii, dla ludzkości
Będziemy bohaterami, legendami zapomnianymi przez czas
I mimo że już nie wiedzą kim jesteśmy, że czarny kruk
wezwał nas do walki
My przybędziemy jako cienie i pozostawimy swój ślad
dla pokoleń

Czasami legenda przemawia, czasami bogowie mówią „idź!”
A my śpiewamy o swoich grzechach, gdy nikt nas nie rozgrzeszy
Gdy wszyscy zapomnieli, my cierpimy w samotności
Nie oczekiwaliśmy wdzięczności, chwały i pieniędzy
I tego nie dostaliśmy

Ale gdy jeden błąd zostanie pokonany, nadchodzi kolejny
Krzyki rozbrzmieją ponownie
Świat zapłacze za nimi
I legendy przemówią

Obudzeni z popiołów, wzniesiemy się niczym feniks
Pochwycimy swe oręża i będziemy bogami
Chociaż śmierć zacznie się zbliżać, chociaż
przeszłość się upomni
Wystarczy jeden krok, by historia odżyła na nowo
Jeden krok, byśmy znowu znaleźli się na polu walki
I zrobimy go, ponieważ takie nasze przeznaczenie

Moglibyśmy być kimkolwiek — panami świata, królami,
zwycięzcami
Na zawsze jednak pozostaniemy bohaterami

Bohaterami, których narodziła legenda


Podobno każdy popełnia błędy. Podobno można się po nich podnieść i iść na przód. Tyle że czas pokazał, iż wcale to nie jest takie łatwe, jakby się wydawało. A słowa rzucone na wiatr, powrócą ze zdwojoną mocą.
— Obiecałaś.
Sakura wzdrygnęła się na dźwięk głosu kobiety, potem jednak dalej beznamiętnie i szorstko zmywała zakrzepniętą krew z nadgarstków. Woda w jeziorze przybrała szkarłatną poświatę, przez co lustrzane odbicie stało się zupełnie niewyraźnie. Sakura patrzyła się, niczym zahipnotyzowana na własne, rozmazane kontury.
— Obiecałaś — ponowiła Ino rozpaczliwie. Nachyliła się nad przyjaciółką. Sylwetka blondwłosej jednak nie zamajaczyła na tafli jeziora, nie było tam zupełnie niczego. Tylko ona — dalej zmywająca krew z bladej skóry.
W końcu przerwała czynność i sięgnęła po zabrudzone bandaże, którymi już po chwili oplotła nadgarstki. Nim materiał przykrył rany, mogła podziwiać głębokie, zaczerwienione i nadal podatne na urazy cięcia. Moc spisała się idealnie, aczkolwiek i tak nie miało to żadnego znaczenia. Mogła siebie ranić, ale nie mogła uleczyć…
Niespodziewanie głośne „kra” wyrwało ją z przemyśleń. Poderwała się na równe nogi i w tej samej chwili źrenice zadrżały, gdy spojrzenie skierowała na niebo. Zauważyła czarną, zbliżającą się plamę.
— Obieca… — Ino nie zdążyła dokończyć. Ptaszysko gwałtownie opadło pośród zielonej trawy, rozpraszając tym samym zmorę. Ino otwarła usta, a następnie zniknęła wraz z podmuchem wiatru.
Kruk złożył zgrabnie czarne skrzydła, po czym przechylił łepek z niemałym zainteresowaniem. Uważnie przyglądał się stojącej przed nim Sakurze.
— Kra — ni to przemówił, ni to wyszeptał, a jego mała postura odbiła się w zielonych, lśniących tęczówkach. I możliwe, że w tym momencie dała nadzieję.
— Czekałam na ciebie — wyjawiła kobieta zduszonym głosem, naciągając na różowe włosy szarawy, podarty kaptur. — Czekałam i jestem gotowa… 
Smutny uśmiech zamajaczył na zakrzepniętych wargach. Nie wydawała się być rozbawiona, raczej pogodzona z tym, co czekało za horyzontem. W jej żyłach zaś pulsowało przerażenie, bowiem koszmary ze snów stały się zupełnie realne. Nie była głupcem i rozumiała jak nikt, że nie można uciec, nie można odwrócić się i pójść w drugą stronę. Chciałaby to zrobić i zrobiłaby gdyby mogła, ale los zdecydował za nią ponad sto pięćdziesiąt lat temu oraz dziś.
Nic dziwnego, że tylko skinęła głową.
— Leć, kruku, leć i przyzwij ostatniego…
Ptak nie poruszył się. Dalej jego oczyska obserwowały posturę różowowłosej. To jak jej szary płaszcz, wraz z kosmykami drżał na wietrze, to jak pulsowała wokół bladego ciała seledynowa aura, niczym życiodajna nić. Najbardziej jednak fascynowały go te mądre oczy — to, co w nich widział. Przeszłość… Widział unoszący się w powietrzu popiół, widział natarcie ostrzy, krew przelewającą się przez palce, martwe spojrzenie blondwłosej dziewczyny… Widział bezwzględność, brutalność i… potęgę.
Możliwe, że kobieta zrozumiała, iż to małe stworzenie dostrzegło morze wspomnień, ponieważ zadrżała nieoczekiwanie, po czym rozwarła usta. Mimo tego nie wypowiedziała ani jednego słowa. Nie odważyła się.
Ptak ostatecznie znowu rozłożył długie, potężne skrzydła. Chwilę trwał tam, pośród ruchliwych traw, gdy rześkie prądy wietrze głaskały jego pierza. Czekał.
Zielone światło owiało kruka, a on w końcu wzniósł się ku górze, by zaraz potem zniknąć na błękitnym, spokojnym niebie. Kobieta zaś także nie oglądała się za siebie, zdecydowanym krokiem ruszyła po stromych skałach w dół. Prosto w sidła przeszłości.

***
Klęczał oparty o zimną, nieprzyjemnie chropowatą ścianę zaułka. Koło niego znajdowała się kałuża, śmierdzących szczyn, aczkolwiek nie zwracał na to uwagi. Pozostawał odcięty od świata i pogrążony w mroku — zaciągnął kaptur mocno na twarz, by nikt nie mógł ujrzeć tego beznamiętnego, pustego oblicza. Trwał tak nieruchomo od paru godzin, czasami tylko zdrapywał palcami zastygnięte błoto ze skóry, nawet nie zdając sobie z tego sprawy.
Tak naprawdę z letargu wybudził się dopiero, gdy koło niego rzucona została srebrna moneta.
Uniósł podbródek i kątem oka dostrzegł majaczący przez ułamek sekundy cień. Zniknął jednakże tak samo szybko jak się pojawił. Prawdę mówiąc, mogło to być tylko swoistym złudzeniem.
Zmarszczył brwi, uważnie patrząc jak moneta się kręci, a następnie opada płasko na zimny beton. Z wahaniem uniósł dłoń i musnął ją opuszkami zdartych palców.
Podniósł pieniądz, rozejrzał się na boki i ze zdumieniem stwierdził, że dalej nikogo tutaj nie ma.
Czyżbyś już wariował? — zakpił demon złowieszczo. Naruto nie odpowiedział, mrużąc oczy. Gwałtownie obrócił również głowę w prawo, gdzie znajdowała się gromada gołębi. Jakaś czarna plama w tamtym miejscu wydawała mu się zupełnie podejrzana. Machnął dłonią, a białe ptaki odleciały w tym samym momencie. Został tylko jeden i wcale nie był gołębiem.
Był krukiem.
Tego się boisz? Ptaka? — Kyuubi zaśmiał się sucho, zdmuchując wszystkie dotychczasowe myśli. Śmiech ten mimo to trwał krótko, potem demon znów przemówił suchym, chłodnym głosem:
A może… może tego właśnie chcesz?
— Zamknij się — warknął, wciąż obserwując kruka, który ani drgnął, dziób kierując w stronę mężczyzny.
Może masz już dosyć tego życia? Może znowu pragniesz być… kimś?
Puls Naruto przyspieszył. Skronie bolały jak nigdy, echo słów demona zdawało się być swoistą karą, prawie jak pokuta. Udręka.
A może w rzeczywistości cały czas na to czekałeś? Jeśli tak, Naruto, czemu się ociągasz? Idź… Oni cię przecież potrzebują…  

***
Młody, dwunastoletni chłopak wpadł niczym burza do gabinetu Hokage. Czerwony jak burak nie mógł złapać tchu, więc trudno było zrozumieć jego nieskładną wypowiedź.
— Wu…ju n…a uli…y…
Nawet brwi Mikao powędrowały do góry w zdumieniu. Niemniej to właśnie starzec uśmiechnął się pobłażliwie i nakazał chłopcu powtórzyć. Ten w istocie to uczynił, wzrok kierując ponownie na Hokage.
— Wuju. Na ulicy trwa wrzawa — objaśnił.
Hokage na te słowa powstał sztywno z krzesła i wraz z Mikao podszedł do otwartego okna. Tym razem obaj nie patrzyli na czerwone niebo, ale na tłum ludzi, który ustawił się wzdłuż ulicy. Najpierw trudno było im osądzić cóż takiego wzbudza tyle sensacji, ale potem…
Mikao zmrużył powieki, by móc lepiej przyjrzeć się samotnemu wędrowcowi. Szedł wolno pośrodku drogi, a jego łachy drżały na wietrze. Mógł to być jakiś żebrak, ale sylwetkę miał wyprostowaną i wydawało się, że dobrze umięśnioną. A gdy stawiał kroki, piasek unosił się do góry za pomocą nieznanej siły.
Wystarczyło jedno mrugniecie, aby zaraz do wędrowca dołączył czarnowłosy mężczyzna. Roztrzepane włosy, zabandażowane ręce i miecz przypięty u pasa — coś w nim wprawiało w trwogę. Może… może to były oczy? Tęczówki puste, nie zdradzające żadnej emocji. A może to coś, co go otaczało — ta niezwykła powłoka przelewającego się mroku. Mikao nie udało się znaleźć odpowiedzi, ponieważ zaraz potem dojrzał jeszcze jedną postać. Kobiecą. I właśnie gdy to pomyślał, zauważył za plecami trójcy zieloną energię, która powoli unosiła się nad całym miastem. Powłoka zdawała się twarda, opatuliła czule Konohę, odgradzając nawet od żarzącego się złem nieba.
— Przybyli — westchnął Mikao z niebywałą ulgą. W tym samym momencie czarny kruk przysiadł na parapecie koło niego i zakrakał. A potem… potem to niewielkie stworzenie przemieniło się w szary, suchy proch.
Kra — usłyszał gdzieś w swojej głowie starzec, niczym zapowiedź końca. A może początek końca? Nie był pewien. Spojrzał raz jeszcze na trzech wojowników, którzy teraz przystanęli na dziedzińcu. Wyglądali prawie jak rzeźby bogów, idealnie ukształtowane, mające w sobie coś nieuchwytnego.
— Hokage nas wezwał, a my odpowiadamy.
Donośny męski głos przeszył na wskroś okolice, a silna dłoń ściągnęła kaptur. Mikao oczekiwał demona w czystej postaci, ale poczuł szok. Oto przed nim bowiem stał anioł o twardych, niebieskich tęczówkach. Ten właśnie anioł patrzył prosto w stronę wychylającego się przywódcy kraju.
Uśmiechnął się zimno, tłum wprawiając w przerażenie.
— Czyżbyście nie mieli odwagi nas powitać? — zakpił towarzysz blondwłosego mężczyzny. Jego dłoń czule musnęła rękojeści skrytej w pochwie katany. Niespełna ostrzeżenie, stwierdził Mikao rozumnie, po czym zerknął na Hokage. Twarz dowódcy zdawała się być niezwykle blada, jak kartka papieru.
— Teraz wierzysz, mój drogi? — zapytał szorstko.       

sobota, 5 maja 2018

ROZDZIAŁ XI


W końcu się przemogłam i kolejny rozdział napisałam ^^ Miejmy nadzieję, że przyjmiecie go ciepło. 

Palce mężczyzny zaciskały się niemal brutalnie na nagich udach Naruto. Wiedział, że będzie miał po tym siniaki, ale świadomość blizn go jeszcze bardziej podniecała. Pojawiła się także myśl, czy wszyscy uprawiali tak ekscytujący seks, jak on w tej chwili?
Nie znał odpowiedzi, ale wiedział, że jednocześnie znajduje się w niebie i piekle. Sasuke Uchiha bowiem, ten niesamowicie przystojny i bogaty biznesmen, właśnie klęczał przed nim w całości ubrany, choć sam Naruto nie posiadał na sobie ani skrawka jakiegokolwiek ubrania. Przez to po prawdzie zimna rama łóżka jeszcze bardziej uwierała. Tyle że to było najmniejszym problemem.
Sasuke lizał jego jądra.
Najpierw jedno, z godną podziwu dokładnością, jakby było to jakieś niesamowicie dobre danie. Potem drugie, doprowadzając go na skraj wytrzymałości. Szczególnie, że nie mógł dojść. Prosił, błagał, ale Uchiha nie miał zamiaru dotknąć jego penisa.
— Co teraz czujesz? — zapytał Sasuke wibrującym, głębokim głosem, przez który siedemnastolatek poczuł, że włosy jeżą mu się na karku. Miał ochotę całkowicie kląć, acz nie chciał tego robić przed tym perfekcyjnym facetem.
— Ja... ja... — wystękał na jednym wydechu. Sasuke zaczął wąchać w okolicy penisa, tak, że nos niemalże musnął członka. Podniecenie osiągnęło prawdopodobnie swój szczyt. — Ja czuję potrz... potrzebę.
— Potrzebę? — zakpił Sasuke, wyginając brew. Jego opuszki palców nacisnęły na skórę nad męskością chłopaka. Ten wygiął się jeszcze mocniej, chcąc poczuć zniewalający dotyk niżej. Umierał z pragnienia.
Pokiwał głową.
— Chcę dojść — szepnął, a oczy zaszkliły się. Chyba w życiu nie marzył o niczym bardziej, niż o tym. Sasuke jednakże tylko przekrzywił głowę.
— Jesteś jak lalka — osądził. — Nowa, nie używana lalka. A ja lubię nowe rzeczy.
Naruto sapnął, Sasuke pochylił się i językiem, patrząc mu prosto w oczy musnął jego penisa. A potem znowu gwałtownie się odchylił. Spojrzenie stało się twarde.
— Błagaj — nakazał.
Naruto zaszlochał i pchnął biodrami w puste powietrze.
— Błagam — rzekł cicho, pomiędzy jękami. Knykcie zbielały mu od zaciskania na drewnie, które sprawiało jednocześnie, że jeszcze jakoś się utrzymywał w tej pozycji.
— Panie Uchiha — skarcił go Sasuke, a Naruto w porę zrozumiał o co chodzi. Pokiwał ochoczo głową.
— Błagam, panie Uchiha. — Dla niego samego ton wydawał mu się ociekać prośbą, ale też ekstazą. Niczym gwiazda porno — pomyślał.
Sasuke wstał powoli. Po jego minie można było osądzić, że jest znudzony. Niemniej oczy go zdradzały, przede wszystkim ten błysk żądzy, tkwiący w nich.
Podwinął mankiety koszuli, jakby przygotowywał się na coś, dlatego Naruto poczuł się zdezorientowany. Ale potem nieczule podciągnął go do siebie i przygryzł jego ucho. Naruto stał tak nagi, z dłońmi na klatce piersiowej mężczyzny. Pod koszulką wyczuwał napinające się mięśnie, a na dole, wbijającego się mu w udo, fiuta.
Sasuke także się podniecił i było to doprawdy satysfakcjonujące.
— Ubierz się — nakazał nagle mężczyzna. Odchylił się od niego, a na jego ustach błąkał się ten szelmowski, złowróżbny uśmiech.
Naruto przełknął ślinę, po czym spojrzał prosto w czarne tęczówki.
— Co?
— Ubierz się. — Sasuke był bezwzględny. Uśmiech odszedł w zapomnienie. — Oczekuję od ciebie posłuszeństwa.
— Ale ja... nie doszedłem — powiedział Naruto zrozpaczony. Teraz już nawet nie czuł wstydu, stojąc tak nago, całkowicie na rozkazach mężczyzny.
— Oczywiście, że nie doszedłeś. I nie dojdziesz — oświadczył z mocą. — Będziesz twardy przez cały ten bankiet, będziesz twardy, gdy goście zechcą z tobą odbyć konwersację, będziesz twardy nawet w rozmowie z moją matką. I będziesz przez cały czas myślał o moim fiucie, wbijającym się w twój odbyt.
Naruto znowu poczuł ból z pragnienia. Niewyobrażalny ból i zastanawiał się, jak Sasuke mógł mówić to z taką beznamiętnością i to tak pruderyjne słowa. Rozumiał jednakże przez to, że on wcale nie żartował. Poza tym zdawało się, że jedyne, co może zrobić, to odpowiedzieć:
— Dobrze, panie Uchiha.
Zabrał się za ubieranie, pod czujną kontrolą bruneta, który sprawdzał czy ten chociażby przypadkowo sam się nie dotknie w okolicach intymnych. Był zadowolony, gdy to się nie stało, a zwłaszcza, gdy Naruto zapiął z ledwością spodnie.
— To boli — zdradził z grymasem.
— Ma boleć — przyznał Sasuke. — I chcę, by wszyscy widzieli twoje podniecenie. Jestem w istocie ciekawy jak spróbujesz je ukryć.
Tak, Naruto też się nad tym zastanawiał. Na razie nic nie wpadło chłopakowi do głowy, a przecież, jeżeli naprawdę przyjdzie mu rozmawiać z Mikoto, nie mógł być w takim stanie. To by było całkowite upokorzenie.
Nie miał czasu się jednak nad tym zagłębiać, bowiem Sasuke już otwierał drzwi. Ku zdumieniu obu, przed nimi stanął mężczyzna, z długimi, gęstymi włosami, które spiął z tyłu. Rysy mężczyzna posiadał bardzo ostre, ale przez to zdawał się mniej atrakcyjny od Sasuke. Naruto oczywiście zrozumiał, że to musiał być ktoś z rodziny — zdradzał to nie tyle kpiący uśmieszek, ale widocznie podobieństwo.
— Witaj, mój kochany braciszku — przywitał się Itachi zjadliwie. — Jestem ciekawy, co takiego robiłeś w sypialni matki z... och, ty jesteś...
— Naruto — odparł natychmiast blondyn, a twarz zaczerwieniła się. — Naruto Uzumaki.
Itachi odchrząknął dość scenicznie.
— Tak więc jestem ciekawy, co takiego robiłeś w sypialni naszej kochanej matki z Naruto, Sasuke?
— Pokazywałem mu zabytkowe łóżko, które matka sprowadziła prosto z Francji. Naruto uwielbia takie rzeczy — odparł bez mrugnięcia okiem Sasuke. Nic w nim nie zdradziło stresu. Możliwe, że nawet go nie czuł, ponieważ przez krótką chwilę blondyn pomyślał, że właściwie, mówiąc „Naruto uwielbia takie rzeczy" nie ma na myśli wcale zabytkowego łóżka. I jasno daje to do zrozumienia.
— Naprawdę? — Itachi zafascynowany przeniósł wzrok na chłopaka, chociaż trochę później niż powinien. — I co ci się takiego w nim najbardziej podobało?
— Było zimne — wypalił Naruto, nie zastanawiając się nad tym. Potem miał ochotę uderzyć się w czoło, szczególnie, że na twarzy brata Sasuke zamalowała dezorientacja.
— Zimne?
— Er... miałem na myśli to, że bił od tego antyku chłód, jakby osoba, która je wykonała, pogrążona była w rozgoryczeniu. Przepełniona bólem, ale też bardziej pogodzona niż... niż nienawistna. — Szczerze mówiąc, w tym momencie miał ochotę zapaść się pod ziemię. Co on, do jasnej cholery, za głupoty wygadywał? Rozgoryczenie, zimno, bardziej pogodzona? Przecież to było łóżko! Mógł powiedzieć, że jest ładne. Ale nie, przecież musiał palnąć coś bardzo inteligentnego.
— Tak, tak, ja też tak sądzę — zdecydowanie odpowiedział Itachi. — Nutka sadyzmu, jak sądzę również w nim przemawia. Z pewnością twórca musiał być perwersyjny. Zdradzają to bardzo — zrobił krótką, prawie nieznaczną pauzę i przy tym nie opuszczał z Naruto swego spojrzenia, uśmiechając się w zadowoleniu. — wysoko uniesione ramy.
— A ty czego właściwie chciałeś? — zapytał Sasuke jak gdyby nigdy nic.
— Nie mogę już po prostu przywitać się z własnym bratem? Dawno ciebie nie widziałem — orzekł ze smutkiem.
— Kilka dni temu jedliśmy razem posiłek — przypomniał mu zimno Sasuke. A potem uniósł ironicznie brew do góry. — Czyżbyś miał tak krótką pamięć?
— Och, faktycznie... jestem ostatnio rozkojarzony — zgodził się ze skruchą.
— Czyżby problemy w narzeczeństwie? — podsunął mu usłużnie młodszy mężczyzna.
— Nie, Sasuke. — Uśmiech Itachiego stał się sztywniejszy niż wcześniej. — Hinata ma się świetnie.
— Jej kuzyn z pewnością też — zauważył Sasuke. Naruto kątem oka wyłapał jak dłoń Itachiego lekko zadrżała.
— Jak tak bardzo jesteś ciekaw, to go zapytaj. A teraz wybacz, ale mam coś ważnego do załatwienia...
Naruto zdumiony patrzył, jak brat Uchihy oddala się sztywnym krokiem. Potem zaś na twarz Sasuke, której nie potrafił w tym momencie odczytać. Zdradzała... irytację?