poniedziałek, 9 kwietnia 2018

ROZDZIAŁ IX

Ja wiem, że ten rozdział jest dość krótki, ale to dlatego, że największa akcja zacznie się w kolejnej części. Więc naprawdę wybaczcie. Wybaczcie także, iż tak dawno nic nie wstawiałam, ale ostatnio pochłania mnie inny projekt oraz wena zupełnie ze mną nie współpracuje. Prawdę mówiąc to jeden z najdłuższych kryzysów... No ale muszę to jakoś przetrwać i liczę, że mi się to uda. A na chwilę obecną zapraszam do czytania ;)


Telefon Uzumakiego co rusz postukiwał nerwowo o blat stołu. Siedemnastolatek trzymał go nieporadnie w dłoniach i wybijał nieświadomie rytm. Spojrzenie zaś wbijał w przyciemniony ekran.

— Co? Książę się nie odezwał? — zapytał Inuzuka bezczelnie, kiedy wszedł nonszalancko do pomieszczenia. Na szyi miał słuchawki, z których leciały przygłuszone rockowe kawałki.

— Tak jakby — przyznał Naruto z westchnieniem. Przyjaciel wtenczas zdążył wziąć duży słoik nutelli z lodówki i łyżeczkę, by zaraz potem dosiąść się naprzeciwko blondyna.

— W ogóle, stary, co o nim tak naprawdę wiesz?

Naruto zamarł. W jednym momencie odłożył smartphone'a na bok i przeczesał palcami swoje roztrzepane włosy. Prawdę mówiąc też się nad tym zastanawiał. Tyle tylko, że to dopiero był początek ich znajomości, miał przecież czas by poznać Sasuke... a przynajmniej tak to sobie tłumaczył.

W sumie to za cholerę nie wiedział, co ma odpowiedzieć Kibie. Żadne z ułożonych w głowie zdań, nie brzmiało zbyt dobrze. 

Ku uldze Naruto, przed odpowiedzią uratował go dzwonek do drzwi.

***

Zadowolony uśmieszek Uchihy nie dało się pomylić z żadnym innym. Siedział teraz w swoim skórzanym, okręcanym fotelu i bez skarg wypełniał podsuwane przez Suigetsu papiery.

— Pieprzyłeś go. — To nie było pytanie, to było jawne stwierdzenie. Suigetsu miał to do siebie, że nie lubił owijać w bawełnę.

Ostatni podpis, szarowłosy mężczyzna pochylił się i miał już zabierać dokumenty z biurka, ale zastygł, bezczelnie patrząc w czarne, zimne oczy Sasuke. Wymienili nieprzyjemne spojrzenia, niczym wyzwanie.

— Mówiłem ci, że to nie twój interes — powiedział sucho brunet. Możliwe, że każdy inny by się wzdrygnął, acz Hozukiemu nawet nie drgnęła powieka. Zaśmiał się po prostu szyderczo na to stwierdzenie.

— Naprawdę myślałem, że to dłużej potrwa — stwierdził, po czym pochylił się jeszcze bardziej. — Ale powiedz... miał ciasny tyłek?

Sasuke nagle poderwał się gwałtownie, natychmiast w pięść chwytając białą koszulkę Suigetsu, która rozpięła się przy tym ruchu. W tym właśnie momencie do pomieszczenia weszła rudowłosa sekretarka Karin. Spłoszona zerknęła na nich, trochę dłużej zatrzymując wzrok na szarowłosym. Nie wycofała się jednak, także głos jej nie zadrżał, gdy oświadczyła:

— Pańska matka czeka na dole.

Głośne przekleństwo wyszło z ust Uchihy. Potem brunet popchnął Hozukiego, który dalej uśmiechał się szaleńczo i ruszył w stronę wyjścia. Towarzyszyła mu przy tym Karin, dopiero potem skręciła do swojego gabinetu, pozostawiając Sasuke samego.

Mikoto Uchiha w krwiście czerwonej sukni stała na środku korytarza, niby oglądając powieszone na ścianach obrazy. Jednakże, gdy tylko usłyszała kroki Sasuke, natychmiastowo odwróciła się do niego, posyłając swój promienny uśmiech. Brunet musiał się powstrzymać przed jawnym skrzywieniem.

— Co tutaj robisz, matko? — zapytał ostro na wstępnie, acz Mikoto nie wyglądała wcale na urażoną. Wyżej uniosła podbródek i rzekła:

— Chciałam cię osobiście powiadomić, że dzisiaj wyprawiam bankiet i masz się na nim stawić.

Nie było żadnego ale. Mikoto nie prosiła, ona żądała. Oczywiście nie można było jej w żaden sposób odmówić, ponieważ mogło się zrobić nieprzyjemnie. Sasuke zaś nie chciał robić scen we własnej firmie, szczególnie, że wkrótce miał kolejne spotkanie biznesowe.

— O której? — Jego głos był zimny niczym lód, oczy wyrażały czystą nienawiść.

— Dwudziestej drugiej, możesz przyprowadzić kogoś jeżeli chcesz — odparła dalej będąc zupełnie nie wzruszoną na reakcję syna. Była niczym aktorka na scenie. Wykwitna aktorka, która prowadziła całe show. — I nie spóźnij się.

Po tych słowach odwróciła się na pięcie i ruszyła w stronę wyjścia. Stojący z boku ochroniarz uprzejmie zapytał, czy nie odprowadzić ją do limuzyny, ale odmówiła.

— Wszystko dobrze, panie Uchiha? — Karin przystanęła nagle tuż koło niego, jakby już czując, że zagrożenie w postaci matki szefa zniknęło. — Może podać coś do picia? Wodę? Herbatę?

Zaciśnięte dłonie mężczyzny powoli rozwierały się. Złość ustępowała beznamiętności. Poluźnił po chwili swój krawat i ostatecznie skierował wzrok na rudowłosą.

— Nie trzeba, Karin... — Zmarszczył brwi w tym momencie. Sekretarka wyczytała z jego twarzy, że w istocie nad czymś zawzięcie myśli.

— Ale właściwie mam dla ciebie pewne zadanie — dokończył, a jego kącik ust drgnął lekko.

***

Naruto otworzył drzwi. Przed nim stał kurier ubrany dość nietypowo, bo w eleganckie czarne spodnie i niebieską koszulę w kratę.

— Pan Uzumaki? — zapytał z uśmiechem, na co blondyn mimowolnie wymamrotał niepewne "Taaak?". Mężczyzna jednakże nie wydawał się zaskoczony jego reakcją, po prostu wręczył mu w czarnej pokrywie jakąś rzecz z doczepioną karteczką. Nim chociażby chłopak zdążył zapytać od kogo to, kuriera już nie było. Szybko prześlizgnął się po schodach na dół. A zaraz potem Kiba z nutellą stanął za Naruto, razem z nim odczytując na głos słowa napisane pochyłym pismem:

Dzisiejszego wieczoru moja matka wyprawia bankiet i chciałbym żebyś wybrał się na niego razem ze mną. Do listu dołączam skromny prezent. 

Sasuke Uchiha.

Kiba zagwizdał na to i roześmiał się, wyrywając z rąk Naruto pokrywę z materiału, którą rozpiął. W niej zaś znajdował się idealnie skrojony garnitur wraz z krwistą, doczepioną różą.

— Mogę się założyć, że to jest droższe niż nasz miesięczny czynsz — stwierdził z zachwytem Kiba. A potem zmarszczył brwi i dodał: — Myślisz, że to Gucci?

środa, 14 marca 2018

ROZDZIAŁ VIII

Jeszcze jeden rozdział oddaję w Wasze rączki. Liczę, że faktycznie ktoś nadal tutaj zagląda i zrobiłam mu dzisiaj małą niespodziankę <3 

Obudził się, od razu napotykając na czarne tęczówki, które uważnie go obserwowały spod długich, ciemnych rzęs. Naruto otwarł usta, by coś powiedzieć, ale dłoń muskająca jego policzek skutecznie go uciszyła.

— Dzień dobry, Naruto — szepnął ochryple Sasuke, oblizując spierzchnięte wargi. W jego ustach "Naruto" zabrzmiało dziwnie seksownie, jakby tym samym próbował go znowu skusić.

— Dzień dobry, panie Uchiha — odparł Naruto na bezdechu, patrząc jak Sasuke poprawia się na łóżku, odsłaniając swoją nagą klatkę piersiową.

— Nie rób tego — natychmiastowo warknął mężczyzna. Chłopak z niezrozumieniem zmarszczył brwi.

— Co takiego?

— Nie patrz tak na mnie — ostrzegł Sasuke, nachylając się, by musnąć go w niemalże pocałunku. — Nie prowokuj mnie, kiedy jesteś w takim stanie. Musisz odpocząć, by móc być gotowym na kolejny raz.

Serce Uzumakiego podskoczyło na te słowa. Wpatrywał się, niczym oniemiały na Sasuke i przyswajał zdobyte informacje. Wydawało się, że Uchiha wcale nie żartuje, a jest w tym całkowicie bezwzględny. Blondyn przełknął głośno ślinę.

— A co jeśli... jeśli chcę pana sprowokować? — Niebieskie oczy zalśniły butnie. Przysunął się bliżej, czując jak dłonie Sasuke wędrują po jego nagiej skórze, od łokcia do ramienia.

— Naprawdę? — kpina Uchihy była łatwa do wychwycenia. Oczy jego zalśniły na wpół rozbawione, na wpół podniecone? Trudno było osądzić. — A nie boli cię dostatecznie tyłek?

Naruto sapnął, ponieważ nie spodziewał się takiego pytania. Fakt faktem wczoraj mógł poznać jak wulgarny i pruderyjny był Sasuke Uchiha, ale... nie sądził, że nawet teraz nie będzie miał oporów. Chociaż nie ukrywał, że właśnie to mu się w nim podobało. Był taki pewny siebie, taki... zimny?

— Trochę — przyznał, czując, że twarz znowu ma iście czerwoną. Wiedział, że lepiej nie kłamać brunetowi, bo coś po jego sposobie mówiło, iż nie tolerował takiego zachowania. — Ja nigdy nie...

— Uprawiałeś seksu? — domyślił się Sasuke, wyjątkowo zadowolony. Uśmiechnął się leniwie i odchylił na białej poduszce. — To dobrze, będę mógł ci pokazać jak można się kochać. Wszędzie.

Dreszcze Naruto poczuł aż w piętach na tę obietnicę. Chciałby już móc zaznać tego wszystkiego, o czym opowiadał Sasuke. Zresztą nie wierzył, że on o swojej drobnej budowie był w łóżku z kimś takim.

— A teraz wybacz, ale za pół godziny mam spotkanie biznesowe — oświadczył Sasuke, po czym nagi wstał z łóżka. — Jak chcesz, możesz wziąć prysznic.

Naruto zagapił się na umięśniony tył Sasuke i dopiero, gdy ten zniknął za drzwiami pokoju, wypuścił powietrze z ust. Wariactwo, pomyślał, ponownie opadając na pościel. Chwilę tak poleżał, zerkając na sufit, by w końcu także wstać.

Zdumiony rozejrzał się po pomieszczeniu. Nigdzie nie było jego ciuchów, ani tych Sasuke na podłodze, a przysięgał, że wczoraj porozrzucali tu każdą część swojej garderoby. Ponadto na szafce obok budzika leżał poukładany biały szlafrok. Ostatecznie Naruto nie mając wyboru, opatulił się nim. Poczuł kwiatowy zapach, który mu się strasznie spodobał, chociaż zdumiony zauważył, że szlafrok idealnie na niego pasował.

Ruszył w ślady Sasuke, jednakże trochę zajęło mu odnalezienie go w kuchni.

— Sprzątałeś? — zapytał, zapominając nawet o zwrocie grzecznościowym. — Nie ma naszych rzeczy w pokoju.

Sasuke obrócił się, zawiązując krawat. Posłał mu jedno z tych znaczących spojrzeń.

— Nie — odpowiedział. — Moja służąca to zrobiła.

— Co? — wydukał Naruto. Jego źrenice rozszerzyły się i mimowolnie nerwowo mocniej zaciągnął poły szlafroka. — Ona nas widziała?

— Tak, widziała — potaknął Uchiha, w ogólnie przejęty. Raczej zafascynowany reakcją na twarzy Naruto, co jeszcze bardziej peszyło chłopaka. — Nie martw się, ma podpisane papiery o poufności i nie mrugnie choćby okiem, gdyby przyłapała mnie na seksie oralnym.

— Ubierz się — nakazał nagle mężczyzna. — Nie chcę się spóźnić na spotkanie.

Naruto nie był głupi i zrozumiał, co Sasuke miał na myśli. Dalej go niby prowokował, choć przecież nic nie robił. Stał tylko, w tym idealnie skrojonym szlafroku, starając się zachować jakąkolwiek godność oraz w ryzach własne podniecenie.

— A gdzie są moje ubrania, panie Uchiha?

— Prawdopodobnie w praniu — wzruszył ramionami, zupełnie niezainteresowany. Ręką wskazał na wejście do korytarza. — Po lewej stronie znajdziesz pokój, w szafie są ciuchy. Ubierz się, w co uznasz za słuszne.

— Okej — potaknął Naruto i niepewnie ruszył tam, gdzie oczekiwał Sasuke. Hol był duży i na środku posiadał piękny, jansy dywan. Nagie nogi Naruto z przyjemnością po nim przeszły. W końcu dotarł do drzwi, które miały złotą, okrągłą klamkę. Przekręcił ją delikatnie, trochę z wahaniem, nie wiedząc czego ma się spodziewać. Potem wszedł do pokoju, który zdawał się być urządzony minimalistycznie, ale z gustem. I do tego dla jednej osoby.

Blondyn spojrzał w bok, gdzie zobaczył ogromną szafę. Otwarł ją szybko, mając złe przeczucia. Serce mu stanęło, gdy zobaczył całą gamę męskich ubrań. Podoczepiane metki nie dawały złudzeń — były one nowe, a do tego... Naruto sięgnął po parę spodni, by upewnić się, że wszystkie z nich pasowały na jego sylwetkę.

Naruto pojął w tym samym momencie, że Sasuke wcale nie przesadzał. Od tej pory siedemnastolatek należał do niego.

***

— Nie chcę, żebyś pan mi kupował ubrań, panie Uchiha. — Naruto wparował do kuchni, będąc nieugiętym. Zadarł podbródek, acz zrobił to z trudem, tak jak nie odwrócenie wzroku od tego intensywnego, palącego spojrzenia. Za każdym razem, gdy tylko brunet się mu przyglądał, wydawał się ledwo powstrzymywać przed rzuceniem na Uzumakiego i ponownym w niego wbiciem, aż po jądra. Szlag, skarcił się Naruto za własne myśli.

— Potem o tym porozmawiamy — osądził Uchiha. Zbliżył się o krok, po czym dmuchnął w ucho Naruto i szepnął. — Zrobiłem ci śniadanie.

Faktycznie, Uzumaki dopiero teraz zauważył kątem oka jajecznice na talerzu i zaparzoną herbatę. Nie spodziewał się po kimś takim, choćby cienia umiejętności kulinarnych. Raczej, że śniadanie podawały mu gorące służki i może dlatego poczuł taką radość oraz pogodzony skinął głową.

— Mówił pan, że ma pół godziny — spostrzegł chłopak. — Minęło więcej niż pół godziny.

— Tak — przyznał Sasuke, podchodząc jeszcze bliżej i napierając swoim ciałem na młodszego. Tym samym przyparł go do zimnej ściany. — Ale to dlatego, że jesteś w tym szlafroku. Nagi.

Oddech blondyna stał się natychmiastowo nierównomierny, a gdy palce zręcznie odsunęły materiał i te oczy zobaczyły go całego, nogi pod Naruto się ugięły.

Uchiha także już nie wytrzymał — naparł brutalnie ustami na te siedemnastolatka, pozbawiając go tchu. Ręką zaś mocno chwycił za jego penisa, mówiąc:

— Dalej, dojdź dla mnie, Naruto.

I Naruto doszedł z krzykiem o jaki by się nie posądził. Był po raz kolejny w niebie.

***

Kiba stał na korytarzu, tuż przed otwartymi drzwiami mieszkania w piżamie i oskarżającym wzrokiem.

— Nie mów, że to było to, co myślę — rzucił na wstępie, widząc Naruto w nowych obcisłych, czarnych rurkach i czerwonej bluzie. Nawet trampki wydawały się być totalnie drogie. — Nie mów, że przed chwilą zobaczyłem pod naszym domem drogą brykę szychy Uchiha Company, a do tego ty nie wróciłeś na noc...

— Kiba, ja...

— Czemu mi nie powiedziałeś? — wysyczał przyjaciel, zaplatając palce na klatce piersiowej. Wydawał się coraz bardziej zirytowany. — Nie chodzi mi o w ogóle facetów, to sam przypuszczałem, ale czemu mi nie powiedziałeś o nim?

Naruto podrapał się w zdenerwowaniu po głowie.

— Nie sądziłem, że to zrozumiesz. Ja sam tego... nie rozumiem. On jest...

— Gorący? — Kiba nie wytrzymał i zaśmiał się. — Stary, właśnie wyrwałeś największą dupę na mieście, która podobno gustuje w dziewczynach.

Chcąc nie chcąc i Naruto stracił całe poczucie napięcia, co zaowocowało tym, że również się roześmiał.

— Mówiłem ci, że nie powinieneś ufać tym szmatłowcą, które czytasz — przypomniał mu Naruto, wymijając przyjaciela w drzwiach i wchodząc do mieszkania. — A poza tym, jak tam twój kac, bo nie pachniesz najlepiej?

Kiba przewrócił oczami, ale bez gadania zamknął za chłopakiem drzwi.

— Kiedy w ogóle zauważyłeś, że zmyłem się z imprezy?

— Przed chwilą?

ROZDZIAŁ VII

Wstawiam kolejny rozdział, ponieważ przez ostatnie dni wcale nie próżnowałam. Chociaż wena na długo mnie opuściła, teraz na nowo dała o sobie znać :)

Był dziwnie spokojny. Siedział, wpatrując się w obrazy za szybą samochodu z nieuzasadnionym opanowaniem. Możliwe, że reagował tak, ponieważ czasami ręka Uchihy zaciskała się mocno na jego kolanie, jakby trzymając w ryzach każdą z jego emocji. Sasuke Uchiha miał w tym momencie bezgraniczną władzę nad nim całym. A do tego nie wydawał się tym zdumiony — raczej traktował to jako oczywistość.

Jego surowa, przystojna twarz ani na moment nie odwróciła się w stronę blondyna. I gdyby nie faktyczne muśnięcia opuszków palców, Naruto zastanowiłby się, czy mężczyzna zdaje sobie sprawę z jego obecności.

Sasuke prowadził bezbłędnie, płynnie. Niczego po nim innym nie szło się spodziewać, Naruto pojął, iż był on przecież perfekcyjny w każdym calu. Ale czy na pewno?

Uzumaki przygryzł mimowolnie wargę. Jakie brudy musiał skrywać ten facet? Jakie sekrety...?

Zastygł, ponieważ auto zgasło. Dopiero teraz zorientował się, że są po drugiej stronie miasta. Ogromna willa, którą miał przed sobą nie pozostawiała wątpliwości, że byli na miejscu.

Uchiha nacisnął guzik na swoim dotykowym ekranie, po czym Uzumaki mógł zauważyć, jak brama za nimi się zamyka. Sasuke bez słów wysiadł z auta, by potem okrążyć samochód i z dozą nonszalancji znowu otworzyć mu drzwi. Naruto poczuł się wyjątkowo speszony tym zachowaniem, co pogłębiło się, gdy nagle przed nimi wyrosła ta sama kobieta, która ostatnio prowadziła limuzynę Uchihy.

Ciemnowłosa odziana w garnitur bez mrugnięcia okiem przyjęła kluczyki od auta. Skinęła głową i stała tak, póki Sasuke nie położył dłoni na plecach Naruto i pewnym gestem nie poprowadził go do frontowych drzwi budynku. Marmurowy chodnik zdawał się interesujący w tym momencie Naruto, gdy poliki paliły go czerwienią.

— Oddychaj — nakazał Uchiha zimno, wprowadzając go do środka. Nadal się jednak nie odsunął. Najpierw panowała wroga ciemność, ale wystarczyło, że zrobili krok, a w każdym pomieszczeniu mieszkania rozbłysły lampy. Naruto faktycznie dopiero teraz zrozumiał, że zabrakło mu tchu i wziął solidnego, głośnego łyka powietrza, dalej w ciszy podziwiając przeszklone ściany, drogie meble i kontrast białych mebli z bordowym odcieniem kanapy. Sasuke pozwolił mu oglądać to wszystko, jakby chciał zbadać jego reakcję.

A prawdę mówiąc Naruto peszył się coraz bardziej, gdy stał tak w przetartych trampkach i w wytartej bluzie. Gdyby wiedział, że mężczyzna mu na to pozwolił, uciekłby natychmiast. Ale teraz nie było odwrotu.

Sasuke wtenczas był zafascynowany ekspresją na młodej, pokrytej sześcioma bliznami twarzy. Siedemnastolatek wydawał mu się dziwnie piękny i niewinny. Mężczyzna pragnął mieć tę jego niewinność dla siebie. Pragnął ją splugawić, zresztą już teraz czuł cholerne podniecenie, rozsadzające mu bokserki.

Naparł mocniej na plecy chłopaka, niemo każąc ruszyć. Naruto potulnie skierował się do sypialni, w której trwało ogromne łóżko z metalowymi poręczami oraz półki, na których obok łóżka leżał budzik i lampka nocna. Stanął w progu, mając poczucie obecności drugiego mężczyzny za sobą. I jeżeli wcześniej był spokojny, to teraz czuł się jak gdyby miał zemdleć.

— Rozbierz się.

To był nakaz. Głos musnął jego ucho, ale tkwiły w nim groźne, przeszywające nuty. Naruto zadrżał na całym ciele, ale dostosował się zaczynając rozpinać bluzę. I robił to na tyle nieporadnie, że coraz bardziej zaczynał przerażać się całą tą sytuacją. Zaczynał... panikować.

— Wolno. — Krótkie mruknięcie sprowadziło go do rzeczywistości. Blondyn przymknął oczy, ponieważ wystarczyło jedno słowo, a ponownie czuł się lepiej. Chciał, żeby to Sasuke przejął kontrole, ponieważ uspokajał samym poczuciem swojej władzy.

Naruto przestały drgać aż tam mocno palce, więc zsunął bluzę, a ona ze stukiem opadła na chłodne panele. Sasuke nie wydawał się tym przejęty. Czekał. Siedemnastolatek więc zaczął ściągać koszulkę, a gdy i jej już nie posiadał, poczuł zimne powietrze uderzające w zmarszczone sutki. Miał ochotę jęknąć, ale zacisnął wargi, z trudem się powstrzymawszy.

Nachylił się, by rozwiązać sznurówki trampek. Wiedział, że w tym momencie palący wzrok Sasuke ląduje na jego wypiętym tyłku i to sprawiło, że jeszcze bardziej uderzyło w niego podniecenie zmieszane ze strachem.

Zrzucił buty tuż obok bluzy, a potem wyprostował się. Zostały mu jeszcze spodnie i bielizna. Zawahał się nim dobył do rozporka, na krótką chwilę zastygł, ale ostatecznie zsunął jeansy na ziemię. Majtki również, przy tym z trwogą słysząc bicie własnego serca.

— Odwróć się.

Dostosował się, acz zrobił to powoli, po czym nieśmiało uniósł spojrzenie na mężczyznę, który bez precedensu odrzucił marynarkę, a teraz rozpinał koszulę równocześnie oczyma lustrując go całego. Czarne, zmrużone oczy w tym momencie płonęły przez co wydawało się, że Naruto ma do czynienia nie z człowiekiem a diabłem.

— Jesteś kurewsko... piękny — oświadczył ochryple, przesuwając się do niego. Ręką nakierował twarz niższego na siebie, tak by mógł całkowicie patrzeć na te anielskie niebieskie tęczówki. — Wyobrażasz sobie, co ze mną robisz? Nie mogę się uwolnić o myśleniu o tobie, o swoim fiucie w tobie, o twoim miękkim tyłku, który będzie dla mnie całkowicie otwarty.

Było to niemalże jak wyrzut. Sasuke nie mówił a warczał, wciąż w swojej białej, rozpiętej koszuli, z podwiniętymi mankamentami.

— Panie Uchiha... — zaczął Naruto, ale nie wiedział co miał odpowiedzieć na takie oskarżenia. Stał przecież nagi, pozbawiony całej odwagi. Zdeprawowany. I podniecony.

— I wiesz co teraz zrobię? — kontynuował mężczyzna, palcem muskając zaróżowionych warg. Drugą dłonią zaś zjechał na plecy blondyna, uspokajającym gestem masując je. — Będę cię lizał, na każdym fragmencie. Będę z ciebie wysysał całą twoją niewinność, pozostawiając cię brudnym i splugawionym. Będziesz mój, rozumiesz, Naruto? Całkowicie mój. Twoja noga, ręka, oko, sutek i nawet twój penis będą należeć do mnie. I do nikogo innego.

Naruto pokiwał głową. Musiał się zgodzić, ponieważ faktycznie nie miał tutaj żadnej władzy. Wszystko, co powiedział Sasuke było przecież prawdą, należał do niego, od tamtego wieczoru należał do tego mężczyzny. Poddał mu się. A co najważniejsze — chciał mu się poddać, być jego w całości.

— A teraz połóż się i rozewrzyj uda — szepnął, tym razem prawie łagodnie. Naruto sapnął cicho. Nieporadnie odsunął się i następnie skierował na łóżko. Wszedł na nie, mają świadomość, że Sasuke bez skrępowania patrzy na jego jądra i tyłek.

Ułożył się na plecach, by po chwili, tak jak mówił Sasuke, podwinąć nogi i je rozewrzeć, by mógł na niego patrzeć. Uchiha nie poruszył się przez dobre dwie minuty. Podziwiał ciało przed sobą, niczym doskonałą rzeźbę. I podobało mu się to, co widział.

Poruszył się i w końcu przybliżył do łóżka, ale na nie nie wszedł. Pochwycił tylko stopę Naruto, po czym patrząc mu perfidnie w oczy polizał palec, następnie wsuwając do swoich wąskich ust. Zaczął ssać, mrużąc powieki. Czuł gorycz w ustach i to było lepsze niż jakikolwiek afrodyzjak. Ponadto sapanie Naruto stawało się coraz głośniejsze, przytłumione, prawie jak szloch.

— Dobrze, chcę cię słyszeć — pochwalił Sasuke, wypuszczając z ust palec, by językiem drażnić całą stopę, kostkę, a potem przenieść się na łydkę. Musiał się bardziej pochylić, więc silnym gestem, ciągnąc za nogę Naruto, sprawił, że ten nagle znalazł się na krańcu łóżka. A Sasuke stał teraz pomiędzy jego nogami, podciągając udo blondyna i się w nie wgryzając. Naruto nigdy nie czuł takiego bólu, miał całkowitą świadomość zębów Sasuke, ich kształtu, ich twardej powierzchni. Ale czuł też obezwładniającą przyjemność, ciarki bowiem przeszły po całym ciele, docierając z uciskiem do pachwin.

Sasuke zassał się na ranie, dłońmi masując uda chłopaka. Lubił tę miękkość, lubił gdy skóra była tak bardzo gorąca, gdy jej dotykał. A u Naruto w tej chwili wyjątkowo płonęła.

Brunet nagle uklęknął, a stopy Naruto zostały przewieszone przez umięśnione barki. Uderzyło w niego kolejno poczucie gorąca, gdy twarz Sasuke znalazła się na wprost jego penisa. Wbrew pozorom jednakże język nie dotknął członka, a jąder. Naruto wygiął się z krzykiem w łuk. Łzy przyjemności napłynęły mu do oczu.

Język zsunął się w dół, a potem bez żadnego skrępowania wsunął się w odbyt. Siedemnastolatek wierzgnął się z sapnięciem. Miał wrażenie, że zaraz wybuchnie.

— Spokojnie, spokojnie — szepnął Uchiha wibrującym głosem. — Wiem, że to wiele. Wiem, że jesteś przez to kurewsko twardy, ale wyobrażasz sobie jak mój fiut teraz stoi?

Naruto nie miał siły odpowiedzieć, krzyknął ponownie, gdy Sasuke znowu to zrobił. Tym razem wślizgnął się mocniej, poruszając w środku. Paznokcie blondyna wbiły się z mocą w pościel. Nogi naprężyły, a usta otwarły, wciągając głośno powietrze. Nigdy nie sądził, że może być coś tak dobrego.

Nie był pewien ile to trwało, ile Sasuke go dręczył w ten sposób, pozbawiając całkowicie zmysłów. W każdym razie powiedział prawdę — bezcześcił go. Niwelował całą niewinność, tym samym pokazując jak bardzo zakazane rzeczy smakują.

Nie dawał przy tym wytchnienia. Po ciele Naruto spływał pot, gdy naprężał co rusz mięśnie brzucha, odczuwając rozpychający go język. Język mężczyzny w środku, wewnątrz siebie. To było coś... niesamowitego.

Nagle brunet przerwał. Odsunął głowę i pomasował zmarszczone miejsce własnym kciukiem, który zaraz potem wsunął do środka.

— Widzisz? Jesteś teraz całkowicie otwarty, pragniesz żebym cię zerżnął. Żebym wszedł w ciebie, doprowadził do końca. Pokazał czym jest prawdziwa rozkosz...

Uzumaki mógł tylko jęknąć na to w odpowiedzi. Poczuł, że kilka palców jest w środku, które dalej nie dają wytchnienia. Penis zaś stał mocno, pulsował, pragnąc by zostać dotkniętym. Żeby móc wpuścić z siebie spermę. Chyba Sasuke usłyszał tę niemą prośbę, ponieważ dotknął czubka, ale tylko przez sekundę, zapewne czując drżenie ciała Naruto.

Powstał więc z kolan, rozpiął całkowicie koszulkę i rzucił ją niedbale w kąt. Chłopak otumaniony przyjrzał się tej doskonałej, umięśnione sylwetce. Ten facet był doskonały w każdym calu.

Sasuke pod jego czujnym spojrzeniem zawędrował do szafki i wyciągnął z szuflady tubkę z nawilżaczem. Potem powrócił do blondyna, stając naprzeciwko niego i bez cienia krępacji rozpinając pasek, a potem ściągając bokserki ze spodniami. Rzeczywiście nie kłamał — jego penis faktycznie był gotowy, by już teraz wsunąć się do wnętrza Uzumakiego. Dlatego też rozlał zawartość tubki na rękę i potarł męskość mocnym ruchem, sycząc cicho, zapewne od zimna.

Nie zamykał na powrót nawilżacza, a po prostu rzucił gdzieś w pobliżu. Nagi w końcu wszedł nad Naruto, całkowicie przykrywając go swoim o wiele cięższym i większym ciałem.

— A teraz w ciebie wejdę. I będę cię pieprzył. Będę cię rżnął póki nie spuścisz się bez żadnego mojego dotknięcia. — Na dźwięk perwersyjnych słów, Naruto zadrżał. Z napięciem poczuł jak w istocie fiut mężczyzny powoli napiera na jego odbyt, zagłębiając się cal po calu. Rozdzierał go, poczucie wypęłnienia było zupełnie niespodziewane, ale wcale Naruto nie chciał się odsunął. Bolał go, acz chciał poczuć więcej. Chciał pochłonąć całego Uchihę w sobie, wiedząc, że jest jego... tylko jego.

— Och, tak. Jesteś tak ciasny — warknął Sasuke, robiąc pierwszy, agresywny ruch. Kolejny był jeszcze silniejszy, aż koniec końców jego biodra co rusz uderzały w uda blondyna. Bez wytchnienia posuwał go i tylko czasami przez jego usta dało się usłyszeć ciche jęki.

Czarne oczy w tym czasie lśniły, pożerając całego Naruto. Sasuke niespodziewanie pochylił się, gdy penis zaczął trafiać idealnie w prostatę, a Naruto wręcz szlochał. Pochylił się i od razu zassał się na jego wardze, by już po chwili z sapnięciem wejść do środka, gdy chłopak właśnie poczuł jak sperma wylewał się z niego, a penis mięknie na brzuchu Sasuke, tym samym brudząc go białą mazią. Drżał spazmatycznie, widok zaszedł mu mgłą, a smak w ustach stał się metaliczny. Starszy mężczyzna jednakże ani na chwilę nie przerwał, dalej pieprzył go, wchodząc coraz silniej. Aż w końcu soki wylały się z tyłka Uzumakiego. Ciało zaś przyszpiliło go całkowicie.

ROZDZIAŁ VI

Witajcie, przychodzę dzisiaj, aby nadrobić zaległości na blogu. Mam nadzieję, że Ci, którzy czasami tutaj zaglądają wybaczą mi ten zastój ;D


Drzwi trzasnęły z głuchym echem. Karin ostatnia wyszła z pomieszczenia, a w tym samym momencie Suigetsu z westchnieniem usiadł na stole, na którym leżały sterta papierów i puste szklanki, ówcześniej napełnione wodą mineralną dla kontrahentów.

Mężczyzna odchylił głowę ku górze, oczy kierując na biały sufit.

— Nie jestem pewien, czy tym razem ich kupiłeś, Uchiha — odezwał się, przerywając trwającą ciszę. — Nie byli zbytnio przekonani, a po tym jak firma, z którą dzieliśmy procenty upadła, wiesz jak jest.

Sasuke stanął naprzeciwko Suigetsu z beznamiętną, całkowicie pozbawioną emocji twarzą. Siwowłosy więc niechętnie przeniósł na niego swoje rozbawione, troszkę wyzywające spojrzenie.

— Podpiszą — odparł twardo Uchiha, nawiązując do umowy. — Poza tym o nasze fundusze nie musisz się martwić. Od tego ja tu jestem.

Suigetsu roześmiał się sztucznie. Wyczuwał, że atmosfera zrobiła się jeszcze bardziej napięta. Zresztą łatwo było to zauważyć po napiętej sylwetce bruneta i po tym, jak wrogo zmrużył kocie oczy.

— Wyluzuj, tylko żartowałem — stwierdził nonszalancko, acz Sasuke nie wydawał się poruszony jego skruchą. — Jestem świadom, że ty się nigdy nie mylisz, co nie? Jak to mówią, Uchiha cokolwiek powiedzą jest prawdą. A jeżeli nie jest, to nią będzie.

Sasuke stał jeszcze tak przez chwilę, po czym drgnął i bez słów zaczął zbierać porozrzucane dokumenty. Oczywiście rozumiał do czego zmierzał jego współpracownik. Za czasów, gdy to Fukagu zarządzał firmą te słowa gościły często na ustach doinformowanych, częściej zaś odkąd to Sasuke przejął rodzinny biznes. Ale nie lubił jak tak mawiali. Doprowadzało go to do niewymownej irytacji, ponieważ w ten sposób sugerowano, iż pieniądze Uchiha mogą kupić cały sukces. Tyle że to tak nie działo. Żeby stać tutaj, gdzie teraz, Sasuke musiał pokonać długą, żmudną drogę. Być perfekcyjny, jednocześnie będąc skażonym światem interesów.

— A tak między nami... — Suigestu zastukał palcem o blat. Prawdę mówiąc wyglądał na bardziej zadowolonego, niż chwilę temu. — Jak tam twoja nowa ofiara? Już zaliczona?

— Mówiłem ci, że masz się tym nie interesować. — Sasuke odłożył w teczkę papiery i sam oparł się o szybę wieżowca. Dłonie skrył w kieszeni spodni. — Jeszcze nie, ale będzie.

— Och, nie wątpię — parsknął Suigetsu. — Jestem pewny, że wkrótce nie zostanie nic z tego niewiniątka. Czy on w ogóle wie, co to kutas? No tak, przecież sam go ma...

— Zamknij się, Sui — nakazał Sasuke, chociaż zrobił to beznamiętnie, jakby wcale nie przykładał do tego wagi.

— No ale, czy nie mogę się dziwić twego wyboru? Chłoptaś... o ile pamiętam dawno nie gustowałeś w męskich tyłkach. Raczej pieprzyłeś każdą napotkaną laskę. Jestem po prostu... zdezorientowany?

— Zawsze byłeś zbyt ciekawski — potwierdził Uchiha. — A ja nigdy nie zwykłem zaspokajać twej ciekawości, prawda?

— Cóż... — zaczął Suigetsu, ale w tej samej chwili rozdzwonił się telefon. Sasuke wolno wyciągnął komórkę, zerknął na nią beznamiętnie — przy czym jego prawa brew uniosła się delikatnie — następnie zaś ze spokojem odebrał. Suigetsu wtenczas przyglądał się, jak Uchiha słucha tego, co do niego mówił dzwoniący. Jego porcelanowa maska nic nie zdradziła. Dopiero, gdy skończył, Suigetsu usłyszał:

— We wtorek podpisujemy umowę.

***

— Czy ty w ogóle ostatnio sypiasz?

TenTen stanęła nad Naruto, który dobrą chwilę siedział na ławce przed szkołą i nerwowo obracał telefonem w dłoni. Rzeczywiście blondyn nie przedstawiał sobą wzoru do naśladowania. Wymięta bluza, pomarańczowy, pobrudzony plecak i podkrążone, niemal sine oczy. Wzrok zaś błądził nieprzytomnie po nachylonej dziewczynie.

— Ja... — wypalił, acz przerwał w następnej sekundzie. Fakt faktem przyjaciółka miała rację. Naprawdę przez prawie półtorej tygodnia miał problemy ze snem. Wszystko przez to, że od tamtego znamienitego SMSa Sasuke Uchiha nie odezwał się już więcej. I także nigdzie go nie spotkał, po prostu zdawało się, iż wyparował z jego życia. Nie wiadomo czemu, Naruto czuł nieprzyjemny uścisk w piersi, a jakąkolwiek wiadomość zawsze odbierał drżącymi dłońmi, łudząc się, że to jednak on.

Spotykało go natomiast rozczarowanie.

— Możliwe, że nie sypiam tyle, ile powinienem — ponowił.

— Czy to przez Kibię nie możesz spać? Znowu sprowadza kumpli do grania w rpg?

— Nie, nie to po prostu... mam koszmary.

TenTen zmarszczyła czoło.

— Koszmary? — powtórzyła niezbyt przekonana. — Nigdy nie miałeś codziennie koszmarów. Coś się stało?

Naruto naprawdę nie zamierzał martwić przyjaciółki, ale doprawdy nie wiedział, co ma powiedzieć, by nie wyjawić prawdziwych powodów swojej bezsenności. Jedynym racjonalnym wyjściem było więc kłamstwo.

— Od tamtej sytuacji w barze martwię się, że wiesz...

Nagle dziewczyna niemal podskoczyła, a na jej licu namalowało się zrozumienie. TenTen miała to do siebie, że była podatna na problemy dotyczące jej samej.

— Że ktoś znowu się na mnie rzuci? Oj, Naruto — uśmiechnęła się promiennie, przysiadając tuż obok i przytulając. Uzumaki w tym momencie poczuł ciężką do przełknięcia gulę w gardle. — Uwierz, że nic mi się już nie stanie. Teraz zamierzamy chodzić na imprezy od razu z kumplami Sakury, w razie czego.

Naruto na te słowa ledwo powstrzymał się przed przewróceniem oczami. Nie starał się po raz kolejny jednak umoralniać jej, ponieważ wiedział, że TenTen znowu zmieni temat. Zresztą i tak po chwili się z nim żegnała, bowiem na horyzoncie znalazły się nowe, starsze koleżanki.

Akurat przybył zdyszany Kiba i także nieprzyjemnym wzrokiem zerknął w tamtym kierunku.

— Co za dziwki — stwierdził sucho.

— Dokładnie. Gdzie ty w ogóle byłeś tyle czasu? — spytał zdumiony Naruto. — Mieliśmy o trzynastej być w kinie na tym horrorze, a jest za dziesięć.

— U dziewczyny, zdążymy. — Kiba jak zwykle był pozytywnej myśli. Ponadto nawet mu nie drgnęła powieka, gdy powiedział "dziewczyny". Nie, żeby Naruto to dziwiło, ale dalej się krzywił, kiedy coś takiego słyszał. Kiba bowiem zwykł mieć dziewczynę na jeden dzień, na drugi już nie pamiętaj jej imienia, a Naruto nienawidził takiego zachowania.

***

Po kinie dąłączyli jeszcze do jakieś małej domówki, ponieważ jak zwykle przyjaciel był nieustępliwy. A potem niestety znalazł sobie kolejną panienkę i całkowicie zapomniał o Naruto. Blondyn więc siedział sam, pijąc tylko sok i zastanawiając się co tutaj robi. Koniec końców więc nałożył kurtkę oraz buty, po czym wyszedł przez nikogo niezauważony i ruszył wąskim chodnikiem w kierunku własnego mieszkania.

— Nie wyglądasz najlepiej.

Zamarł w jednym momencie. Poczuł jak jego serce podskakuje niemal boleśnie w klatce piersiowej, a oddech przyspiesza zupełnie nierównomierny na dźwięk ochrypłego, zimnego głosu. Nadal myślał, iż się przesłyszał, póki nie odwrócił się, by zobaczyć opartego o czarnego bentleya mężczyznę odzianego w ciemny garnitur, z tym że koszulę miał rozpiętą, a krawat poluzowany. Zaś wzrok nieprzyzwoicie intensywny, jakby chciał go pożreć.

— Co pan tutaj robi?

To było pierwsze pytanie, jakie mu się nasunęło.

— Dokładnie trzydzieści dwie minuty — powiedział szorstko, wyciągając kluczyki.

— Co? — Naruto przygryzł wargę, w ogóle nie rozumiejąc. Coraz bardziej zastanawiał się, co się dzieje. Był totalnie zdezorientowany.

— Tyle się jedzie do mojego mieszkania. Wsiadasz? — zapytał, otwierając zgrabnym ruchem drzwi auta. — Chcę ci pokazać swoje łóżko.

sobota, 17 lutego 2018

ROZDZIAŁ V

Przepraszam za zwłokę, ale ostatnio wiele się dzieje w moim życiu prywatnym ;) Tym razem pozytywnego, a przynajmniej mam taką nadzieję. 

Kiba z miską płatków w lewej ręce, a w prawej z dużą łyżką patrzył na niego zdumiony, zupełnie nie rozumiejąc, dlaczego przyjaciel wpadł do pomieszczenia jak burza, ponadto będąc zupełnie czerwonym na twarzy.

— Ćpałeś coś? — zapytał, parskając śmiechem. Uzumaki na to nerwowo przetarł swoje puszyste, blond włosy.

— Nie. To znaczy... — zaczął się plątać Naruto, ostatecznie jednak westchnął i usiadł przy stole, nawet nie ściągając butów.

Kiba również się przysiadł, bo jak na razie w piżamie stał na środku kuchni. I patrzył się na niego, niczym na idiotę.

— To powiesz w końcu co się stało? — zagadał, gdy cisza przedłużyła się. Naruto w tym momencie już otwierał usta, by przemówić, ale właśnie dźwięk telefonu mu przerwał.

Blondyn pochwycił urządzenie i natychmiast odebrał.

— Tak, TenTen?

— Co to, do cholery, było? — wybuchła entuzjastycznie przyjaciółka. — Czy mi się wydawało, czy właśnie wróciłeś do domu czarną, zajebistą limuzyną?

— Eeeee... tak? — wydukał w odpowiedzi. Kiby wzrok zaś stał się jeszcze bardziej przeszywający, gdy policzki siedemnastolatka przybrały ciemniejszy odcień.

— Co chciał? Czyżby Kiba miał rację i faktycznie wypytywał cię o mnie?

Naruto w tym momencie drgnął, marszcząc czoło. Faktycznie, przypomniał sobie, że Inuzuka coś takiego wspominał mu, ale nie pamiętał, by TenTen była tego świadkiem. Chyba że powiedział jej to później...

Tylko co miał teraz odpowiedzieć?

— No wiesz... właściwie to niezbyt długo rozmawialiśmy. Sama wiesz, że mój dom jest bardzo blisko od szkoły — szepnął na jednym wydechu. A potem przypomniał sobie SMSa od bruneta i przełknął ślinę.

— Właściwie muszę już kończyć, Kiba chce żebym mu pomógł przy obiedzie...

Nawet nie czekał na pożegnanie, a od razu nacisnął czerwoną słuchawkę. Przy tym towarzyszyło mu natarczywe spojrzenie przyjaciela.

— Serio, obiad? — Uniósł brew do góry w geście kpiny, pokazując na swoją pobrudzoną koszulkę z shortami, które oznaczały, iż dopiero przed chwilą wstał. Ponadto jadł właśnie śniadanie.

— I TenTen miała w to uwierzyć?

Uzumaki wybuchnął śmiechem i wzruszył ramionami.

— Nie miałem pomysłu — przyznał, uśmiechając się szeroko. Strącił w końcu buty, po czym zabrał je i zaniósł do przedpokoju. Nie wrócił jednakże do pomieszczenia, gdzie wyraźnie czekał na niego Kiba. Poszedł za to natychmiast do swojego skromnego pokoju, zamykając się na klucz i od razu opadając na łóżko. W ręce miał telefon, a na wyświetlaczu wiadomość od Sasuke. Czytał ją raz po raz, analizując i stając się jeszcze bardziej twardym. Ponadto nie wierzył, że zdołał samemu odpisać coś tak... pruderyjnego?

Nie był nawet pewnym jak ma nazwać to, co właśnie się działo. Był po prostu oszołomiony. Nawet nie potrafił zwizualizować sobie, jak to by było dotknąć kogoś tak przystojnego. Pocałować, albo zobaczyć chociaż nagiego. A z pewnością Sasuke Uchiha pod garniturem musiał skrywać niesamowite ciało.

Wyobraził sobie te wszystkie ostre kości, umięśniony, twardy tors. Ponadto kocie oczy, które sprawiały, że dech w piersi zamierał. Szczególnie, gdy naprawdę patrzyły nań jakby chciały cię ostro rżnąć, pieprzyć cholernie długo, aż będziesz krzyczeć z rozkoszy...

Palec Naruto samoistnie zawędrował pod koszulkę, delikatnie muskając płaskiego brzucha. Dreszcz poczuł aż w stopach. Sapnął cicho, a oddech mu przyspieszył, chociaż nawet jeszcze nie chwycił penisa do ręki.

Sunął w dół powoli, potem pogładził siebie przez opinające jeansy, które teraz sprawiały lekki ból. Wygiął się, a potem szybko rozpiął rozporek i zsunął kawałek spodni oraz bokserek. Łóżko przy tym skrzypnęło, ale nie zwrócił na to uwagi.

W końcu ujął wilgotną męskość. Mógł wyczuć jak bardzo twarda i nabita jest. A potem zaczął trzepać sobie mocno, tak jakby miał to być jego najmocniejszy orgazm. W drugiej ręce zaś nadal trzymał telefon, czytając cały czas ten sam wers.

Przyspieszył ruchy, unosił lekko tyłek, przy tym napinając mocno nogi, które drgały coraz mocniej. Przez zaciśnięte zęby, posapywał z każdą chwilą głośniej.

Czuł, że ten moment nadchodzi, że za chwilę mocno wystrzeli i ujrzy prawdziwe niebo. Już teraz... Już... Już!

Doszedł, a smartphone zawibrował.

Naprawdę sądzisz, że mógłbym cię zerżnąć w limuzynie, po odebraniu ze szkoły? Nawet ja mam jakieś zasady.

Trzy sekundy później dostał drugą wiadomość.


Nie pieprzę, póki moja ofiara nie będzie błagać i nie dotykam, póki nie usłyszę jej szlochu... Mogę ci zagwarantować, że będziesz umierać z rozkoszy, Naruto. Na moich warunkach.

A potem trzecią.


I jeśli jeszcze raz się dotkniesz bez mojej zgody, doprawdy pożałujesz.


S.U.

***

Szyba, o którą się opiera, jest lekko brudnawa. W innym wypadku byłby naprawdę zirytowany, ale teraz kiedy trzyma dłonie luźno ułożone w kieszeniach czarnych, idealnie wyprasowanych spodni od garnituru i patrzy na opatulone mgłą miasto, niezbyt mu to przeszkadza. Myślami błądzi daleko, ale twarz wydaje się być beznamiętna, pozbawiona jakiejkolwiek skazy. Tego mężczyznę zapewne chciałby uwiecznić w tej chwili niejeden malarz. Sasuke Uchiha jednakże nie lubił być uwieczniony gdziekolwiek. Wystarczyli mu napaleni paparazzi, czyhający na każdym kroku. Można było od nich oszaleć, czego doświadczył na własnej skórze.

Ręka nagle drga, a potem wyciąga z kieszeni najnowszy nabytek telefonu i obraca go w zręcznych palcach. W tym samym momencie słyszy stuk szpilek i czuje drogie, kobiece perfumy.

— Ma pan spotkanie o dziesiątej trzydzieści — przypomina mu Karin, trzymając przy sobie jego aktówkę. Jest godzina dziesiąta dwadzieścia pięć i jeżeli teraz się nie pospiesz nie zdąży na nie.

Obraca się więc niechętnie, jego przeszywające, puste spojrzenie zatrzymuje się na rudowłosej pracownicy, która wygląda lepiej niż ostatnio.

Nosi okulary w czarnych, grubych oprawkach, spod których spoglądają na niego bystre tęczówki. Patrzy na niego, jakby widziała więcej niż powinna. Ale nie jest przy tym natrętna, raczej zachowuje odpowiedni dystans. Nie pyta o czym myśli, nie pyta, czy się dobrze czuje.

— Zostało panu dokładnie cztery minuty — informuje, mimo że nie spogląda na zegarek na prawym nadgarstku.

— Już idę — odpowiada, biorąc od kobiety aktówkę. — Mam nadzieję, że przygotowałaś wszystko o co cię prosiłem.

— Oczywiście, panie Uchiha.

Karin podąża za nim i potakuje, chociaż wcale nie musi. Sasuke dobrze wie, że jest niezawodna i dlatego trzyma ją tak blisko siebie. Czasami nawet się zastanawia, co by zrobił bez swojej sekretarki. I możliwe, że dlatego z nią jeszcze nie spał. Bo gdyby to zrobił, zapewne już by tu nie pracowała, tak jak wszystkie poprzednie pracownice. Co nie zmienia faktu, że niekiedy, gdy się nachylała w swoich opinających spódnicach, zawieszał na niej wzrok o wiele dłużej niż powinien.

Oczywiście, Karin zdawała sobie z tego sprawę. Nawet przypuszczał, iż rozłożyłaby przed nim swoje nogi bez słów, ale nie czułaby w tym momencie komfortu psychicznego. Co się jednak dziwić? Sasuke Uchiha pieprzył się dla samego seksu, nie uczucia. A potem pozbywał się problemu, dając wypowiedzenie.

Popchnął szklane drzwi, wpuszczając pierwszą kobietę do sali, w której już trwali przedsiębiorcy. Mężczyźni natychmiast wstali, najpierw witając się uprzejmie z rudowłosą, a potem mocnym uściskiem dłoni z Sasuke.

— Siadajcie, panowie — ostatecznie rzekł Uchiha swoim bezdusznym, oficjalnym tonem. Wszyscy w jednej chwili zastosowali się do polecenia, a on sam stanął przed rzutnikiem. Karin podała mu aktówkę, a Suigetsu siedzący z boku również powstał, uprzednio poprawiając krawat.

— Dobrze, więc przejdźmy do rzeczy... — zaczął Uchiha, wskazując na ekran.

wtorek, 13 lutego 2018

ROZDZIAŁ IV

Witajcie. Przychodzę z nowym rozdziałem, choć czuję do niego sprzeczne emocje. Nie jestem pewna, czy aby na pewno mi wyszedł oraz czy jest zdatny do czytania...


Na początku to było muśnięcie. Niewinny, pozbawiony jakichkolwiek intencji dotyk. Ręka, niby przypadkiem wylądowała tuż nad jego kolanem. Blondyn podskoczył na ten gest zaskoczony, acz gdy tylko kątem oka zerknął na mężczyznę siedzącego obok, nie zauważył niczego niepokojącego. Właściwie można było rzec, iż pan Uchiha nie zdaje sobie sprawy z tego, że jego ręka znajduje się na ciele nastolatka.

A przynajmniej tak sądził Naruto, dopóki nie poczuł jak powoli opuszki palców przesuwają się w górę, opiętego jeansami uda.

Przygryzł policzki od środka i skierował wzrok na krajobraz za przyciemnioną szybą samochodu. Starał się skupić na mijanych wieżowcach, tłumach spieszących się ludzi, czy na całym tym zgiełku tętniącego życiem miasta. Starał się odizolować od dreszczy niebezpiecznie wędrujących z kręgosłupa do pachwin.

Naprawdę w tym momencie przeklinał swoją głupotę za to, że się zgodził wsiąść do limuzyny. Chociaż przecież w życiu by nie pomyślał, iż mężczyzna zamiast usiąść naprzeciwko niego, zdecyduje się zasiąść ramię w ramię, tym samym naruszając przestrzeń osobistą. Sprawiając, że umysł miał otulony mgłą, gdy zapach męskich perfum drażnił jego zmysły.

— Jakie masz plany na przyszłość? — zachrypnięty głos rozbrzmiał tuż obok, a Naruto na jego dźwięk musiał z całych sił złączyć nogi.

— Ja... nie myślałem o tym — wydukał nieskładnie, zerkając na blade lico bruneta. Zdawało się, że zupełnie gubi wątek.

— Nie myślałeś o tym? — Brew uniosła się prześmiewczo do góry, a kącik ust lekko wygiął się w aroganckim, niebezpiecznym uśmiechu. Palce z całych sił zacisnęły się na szczycie uda Naruto, a cichy jęk niemalże przedarł się przez wąskie usta. Chłopak mógł się założyć, że jutro będzie miał siniaki.

— Czyżby coś cię rozpraszało?

Sasuke przechylił się i owiał swoim oddechem ucho Uzumakiego. Było coś w tym tak bardzo intymnego i kuszącego, że penis blondyna stwardniał jeszcze bardziej. Miał wrażenie, że gdyby ręka przesunęła się dalej i naprawdę go dotknęła, doszedłby w jednym momencie.

I gdy już zamierzał błagać, by właśnie to zrobił, Uchiha wyprostował się, po czym zabrał dłoń.

— Jesteśmy na miejscu — oświadczył perfidnie. Kocie oczy zmrużyły się, a Naruto przez chwilę zagapił się na głębie tej niebezpiecznej czerni. Wydawało się, że to spojrzenie jakim obdarzył go Uchiha jest niemalże pruderyjne. Jakby chciał go pożreć w całości, a jednocześnie się z nim dalej zabawiać.

— Tak, dziękuję za podwiezienie, panie Uchiha — odparł, tym razem posługując się grzecznościowym zwrotem. Teraz nie byli w barze i Uchiha nie pił z nim alkoholu.

Nacisnął klamkę i zabrał z siedzenia naprzeciwko swój pomarańczowy plecak. Miał już wychodzić, kiedy usłyszał jeszcze:

— Kiedy miałeś zamiar mi powiedzieć, że nie jesteś pełnoletni? — Niby znudzenie pobrzmiewało w tym zdaniu, ale także wychwycił gdzieś tam nutkę kpiny. Możliwe, że wyzwania.

— Ja... — zaczął, acz gwałtownie przerwał. Przełknął ślinę i tym razem bez jąkania się, niemal tak samo prowokująco odpowiedział:

— Ja nie sądziłem, że to coś zmienia, panie Uchiha.

— W istocie — przyznał mu rację brunet, opierając się z westchnieniem o oparcie fotela, poluźniwszy krawat oraz założywszy nogę na nogę.

Naruto zerknął ostatni raz na niego i ostatecznie zdołał wysiąść z tego dusznego samochodu.

***

Wystarczyło zasiać ziarenko, pomyślał Sasuke zadowolony, już samemu teraz jadąc drogą, równie czarną, co jego oczy, limuzyną.

Wiedział teraz, że dostanie tego, czego pragnie. Że ofiara wpadła w założone nań sieci. I jest teraz całkowicie jego.

Wystukał na szybkiego SMSa, a potem nacisnął guzik. Szyba dzieląca go od kierowcy mechanicznie zsunęła się. Twarde spojrzenia skrzyżowały się w tylnim lusterku.

— Anko, do rezydencji Uchihów — nakazał z niechęcią. Spotkania rodzinne to było to, czego doprawdy nienawidził. Zresztą nie uśmiechało mu się ujrzeć brata i swoją natrętną matkę, ale szczerze powiedziawszy nie miał wyboru.

— Oczywiście, panie Uchiha — potaknęła Mitarashi, skręcając w następną ulicę.

***

Już prawie wchodził do mieszkania, kiedy ciche pik dochodzące z kieszeni bluzy sprawiło, że zatrzymał się i zerknął na wyświetlacz. Nieznany numer zdziwił go, ale zdecydował, iż pewnie to jakiś kolejny spam.

Nacisnął "otwórz".

Ledwo powstrzymałem się, żeby cię nie wypieprzyć w tej cholernej limuzynie.

S. U.

Poczuł, że oddech zamiera mu w płucach. A penis unosi się, twardy jak jeszcze nigdy. I spragniony dotyku.

***

Nawet teraz Sasuke wyobrażał sobie, jak go bierze. Jak pozbawia zmysłów, po kolei trąc o każde wrażliwe miejsce. Jak go pobudza, bierze w usta, a potem mocno rżnie.

— Kochanie, może nalać ci lampkę wina? — Słowa matki przywróciły go do świadomości. Spojrzał na siedzącą naprzeciwko brunetkę, której twarz pokryta zmarszczkami zachowała tę iskrę dawnego piękna.

Dziś ubrała złotą suknię z niezdrowo głębokim dekoltem. I wyglądała przy tym jak zwykle dostojnie, jakby wybierała się na bal, nie na rodzinny obiad.

Uniosła rękę z własnym kieliszkiem i ostentacyjnie wzięła niewielkiego łyka, tak jak robi to prawdziwa dama.

— Nie trzeba — odparł oschle. Nie dał się zwieść na te matczyne zagrania. Zresztą znał ją zbyt dobrze.

Ciekawe czy była przed chwilą u naszego ogrodnika?, zakpił w myślach, kiedy odparła mu tym sztucznym uśmiechem.

— Nie bądź nieuprzejmy, Sasuke — wtrącił Itachi, który właśnie nonszalanckim krokiem wszedł do jadalni i od razu ucałował matkę w policzek, a potem również zasiadł do stołu.

— Spóźniłeś się — zauważył młodszy Uchiha, któremu krew w żyłach się zagotowała na te aroganckie spojrzenie brata. Itachi miał to do siebie, że potrafił go naprawdę zirytować.

— Itachi, proszę cię, nie teraz — uprzedziła wypowiedzieć starszego pani domu. Rzekła to twardo, oczekując całkowitego posłuszeństwa.

Sasuke miał ochotę parsknąć śmiechem. Napięcie pomiędzy członkami jego rodziny było aż nazbyt wyczuwalne. I powiedzieć, że wszyscy tutaj grali byłoby zbyt banale. Tutaj oni tworzyli sztukę, prawdziwy spektakl.

I jedyną osobą, która jako tako trzymała ich w ryzach był on. Sam Fugaku Uchiha, który teraz wkroczył do pomieszczenia o lasce, ale dalej wyprostowany i mający takie samo poważanie, co kiedyś. Jego wzrok był doprawdy nieprzenikniony, a inteligencja niemal pozostawała w nim wymalowana.

Wszyscy powstali, póki również nie usiadł na krześle. Matka odłożyła kieliszek wina, żeby czule dotknąć jego ramienia, ale natychmiast delikatnie, acz stanowczo Fugaku odepchnął jej rękę. Sasuke był zadowolony możliwe, że bardziej niż powinien.

A gdy telefon mu zamigotał i przyszła wiadomość, na usta wkradł się uśmiech zupełnie pozbawiony przyzwoitości.

To czemu pan tego nie zrobił, panie Uchiha?

                                                              

piątek, 9 lutego 2018

ROZDZIAŁ III

Trochę mnie nie było, ale prawdę mówiąc nie miałam zupełnie czasu na pisanie. Praca mnie ostatnio bardzo wykańcza, a do tego chwilowy zanik weny także nie był zbyt pomocny w tworzeniu dalszych części. W każdym razie jestem już z nowym rozdziałem ;) Mam nadzieję, że jakieś zbłąkane duszyczki tu czasami zaglądają i nie wstawiam tego nadaremno...


Żaluzje w pokoju pozostawały zaciągnięte, a mimo tego przez okno przemykały pierwsze promienie słońca. Naruto wyjątkowo to drażniło, więc już po chwili z westchnieniem przewrócił się na drugi bok, po czym spojrzał na całkowicie pogrążonego we śnie przyjaciela.

Kiba w przeciwieństwie do niego spał w swoim własnym łóżku. Uzumaki nie miał tyle szczęścia — z tego względu, że musiał przenocować TenTen, teraz leżał na niewygodnym materacu. W ciszy, która wyjątkowo mu ciążyła.

Chciałby móc podzielić się z kimkolwiek swoimi odczuciami po wczorajszym wieczorze. O tym, że spojrzenie ciemnych, przeszywających oczu wracało do niego co rusz, jakby jego umysł nie potrafił zapomnieć. A przecież nawet nie znał faktycznie tego mężczyzny.

Na dobrą sprawę nic o nim nie wiedział. Spotkali się raz i na pewno było to ostatnie jakiekolwiek zobaczenie na żywo bruneta. Kiba sam zresztą mówił, że to była niezwykła gwiazda co, swoją drogą, wydawało się zupełnie surrealistyczne. Cały wczorajszy dzień taki się wydawał.

Naruto przeklął się. Zamiast myśleć o swojej poszkodowanej przyjaciółce, zagłębia się w niestotne szczegóły. Okej, spotkał go no i co z tego? Nic przecież się nie wydarzyło.

Chłopak odrzucił pogniecioną kołdrę i z ociąganiem powstał. Miał już na sobie dresy oraz szary podkoszulek, więc bez skrępowania skierował się do niewielkiej kuchni.

Naprawdę podskoczył zaskoczony, gdy w pomieszczeniu ujrzał już TenTen, która stała tyłem i zalewała kawę. Zobaczył dwa kubki, więc wiedział, że musiała usłyszeć jego kroki.

— Cześć — przywitał się, siadając do białego, okrągłego stolika. Dziewczyna odwróciła się w tym samym momencie, a Naruto mógł ujrzeć jej różową, ozdobioną słonikami, piżamę.

Zdołała się lekko uśmiechnął, a następnie położyła przed nim gorącą kawę. Sama dosiadła się po chwili.

— Cześć — w końcu odparła zachrypniętym głosem.

Nie ulegało wątpliwości, że TenTen nie czuła się najlepiej. Wory pod oczami, spierzchnięte usta i niezdrowo blada twarz na to wskazywały. Ponadto włosy zazwyczaj idealnie ułożone, teraz opadały niedbale na lico.

— Przepraszam za wczoraj — zaczęła, acz Naruto natychmiast przerwał jej machnięciem ręki.

— Nie ma sprawy — zaznaczył. — To nie twoja wina, że tak wyszło.

TenTen jęknęła.

— Ale obiecałam ci super imprezę!

— Taakkk. Naprawdę było świetnie! — Uzumaki uśmiechnął się, ukazując swoje idealnie równe i niezwykle białe uzębienie. TenTen roześmiała się, wychwyciwszy sarkazm.

Potem jednak umilkła i odchyliła się na krześle.

— O cholera, ale mi głowa nawala...

— Musieli ci coś dosypać — oświadczył blondyn, tym razem będąc aż nazbyt poważnym. Nie podobało mu się to zupełnie. Szczególnie, gdy TenTen była taka lekkomyślna.

— Wiesz, że gdyby nie ten mężczyzna naprawdę mogło się to źle skończyć?

Przyjaciółka potaknęła z grymasem. Potem zaczęła pukać łyżeczką w kubek. Nie patrzyła przy tym na Naruto i wiedział już, że ta rozmowa na nic się zda. A mimo tego zaryzykował:

— Nie powinnaś się zadawać z Sakurą i jej znajomymi, Ten.

— Nie rozumiesz, Naruto — syknęła, ale bez jadu. Raczej jakby przekonywała siebie. Blondyn zaś wyjątkowo się zirytował jej zachowaniem.

— To mi to wyjaśnił — nakazał, splatając dłonie na klatce piersiowej.

— Ja...

Nie zdążyła odpowiedzieć, ponieważ do kuchni wpadł Kiba, który od razu ucałował ją w policzek. TenTen zaś rozpogodziła się, a gdy Naruto spytał, co chciała powiedzieć, zbyła go kolejną porcją uśmiechów.

— To było nieodpowiedzialne — przyznał mu jednakże rację brunet. Ale Uzumaki wiedział, że tutaj wcale nie chodziło o całą tę imprezę. Problem tkwił w jej nowych znajomych, co tylko Naruto zdawał się dostrzegać. Tyle, że jak na razie nie znalazł sposobu, by przemówić przyjaciółce do rozsądku.

Zresztą ostatnio miał wrażenie, że się od siebie całkowicie oddalają.

***

Naruto nie lubił swojej szkoły. Miał wprawdzie paczkę, niewielką paczkę znajomych, ale w szkole reszta uczniów niezbyt za nim przepadała. Znaczy... Uzumaki czuł się jak taka szara mysz, o której wszyscy wiedzą, ale nikt nie chce jej zobaczyć na własne oczy.

Ludzie więc go nie dostrzegali, a jak dostrzegali to zwykle kpili. Nie wiedział, co było gorsze. Fakt faktem wolał się nie wychylać.

TenTen nie chodziła z nim do tej samej klasy, a równoległej i widywali się na przerwach. Nie zawsze oczywiście; odkąd zaczęła kumplować się ze starszą Haruno, która chodziła do czwartej technikum, miała coraz mniej dla niego czasu. I zaczynał się pomału do tego przyzwyczajać...

Siedział akuratnie na jednej z lekcji biologii, którą prowadził Hatake Kakashi. Patrząc na tego faceta można było błędnie pomyśleć, że będą to najluźniejsze zajęcia, z tego względu, że mężczyzna bywał niezwykle zmęczony, a spóźniał się praktycznie zawsze. Zawsze także miał na to jakieś dziwne, niezrozumiałe dla nikogo wymówki. Raz, pamiętał Naruto, powiedział, że ukradli mu z samego rana samochód i musiał biec przez całe miasto, aby przybyć na czas. I wszystko byłoby okej w tej wypowiedzi, gdyby nie fakt, że Hatake nie miał samochodu, nie biegł, ponieważ nawet nie był zadyszany, a na czas nie przybył w ogóle, pomimo że to była jego czwarta lekcja. Czasami także brał ich na litość, mówiąc:

— Pomagałem biednej staruszce przejść przez ulicę. Powinniście brać ze mnie przykład.

A gdy jakiś uczeń zapytał:

— Też możemy się spóźniać?

— Wykluczone — odpowiedział natychmiast.

W istocie sposób bycia nauczyciela wprawiał wszystkich w rozbawienie, ale tylko do czasu, aż nie wchodzili na lekcję. Tam z kolei zaczynało się piekło. Hatake nie oszczędzał nikogo, co zajęcia robił kartkówki, jego sprawdziany zdawały się być na poziomie znacznie wyższym niż powinny, a odpytywał przynajmniej pięć dni w miesiącu.

Pomimo tego Naruto lubił biologię. I może dlatego także za nim nie przepadano. Tak przynajmniej przypuszczał, więc z premedytacją siadał na końcu sali i z uwagą notował to, co powtarzał nauczyciel.

Dopiero został wyrwany z tego skupienia, gdy nagle po sali rozeszły się niespodziewane szmery. Nawet Naruto musiał zadrzeć głowę i sprawdzić, co się dzieje.

Uczniowie powstawali z siedzeń i podchodzili do wielkiego okna. Naruto musiał się odchylić, by zrozumieć, co takiego ich wszystkich rozjuszyło.

Zmarszczył brwi, gdy zobaczył czarną limuzynę na parkingu szkolnym. A potem przeniósł wzrok na wysiadającego z samochodu mężczyznę. I wtedy także jego serce zamarło w jednym momencie.

Sasuke Uchiha właśnie witał się uściskiem dłoni z dyrektorką.

***

Limuzyna dalej stała, gdy Naruto skończył zajęcia. Niepewnie przechodził koło niej, starając się nie wpatrywać tak jak to robili pozostali. Szło mu to jednakże opornie, szczególnie, gdy serce obijało się o klatkę piersiową, jakby chciało się wyrwać. Na całe szczęście nigdzie nie było sprawcy całego tego zamiesza...

— Naruto. — Stanął w pół kroku. Ochrypły, silny głos sprawił, że odwrócił się, ponieważ zdawało się być to nie przywitanie a nakaz.

— Witam, panie Uchiha — powiedział na jednym wydechu, patrząc w ziemię. Był pewien, że mijający ich uczniowie właśnie się oglądali za nimi, zdezorientowani tym, że ktoś taki przemówił do samego Uzumakiego.

Blondyn zaś w żadnym razie nie czuł się z tego powodu wyjątkowo. Raczej był cholernie przerażony, a dłonie całe mu drżały. Jakim cudem, cholera, pomyślał, spotyka to akurat mnie?

Usłyszał trzy kroki, potem poczuł dłoń na swoim czole. Zadrżał. Zapach wody kolońskiej w tej samej chwili dotarł do jego nozdrzy.

— Wszystko dobrze? Wyglądasz blado.

Zdziwił się. Miał wrażenie, że w tym zdaniu wychwycił jakieś rozbawienie, ironię? Żeby się upewnić zerknął na przystającego naprzeciwko mężczyznę i natychmiastowo zamarł.

Czerń oczu go pochłonęła. Ten intensywny żar w nich pozbawił zmysłów. Mimowolnie uchylił wargi, jakby chciał coś powiedzieć, ale nie mógł.

Uchiha tymczasem nachylił się i dzieliło ich tak niewiele, aby się musnąć... Dotknąć... Poczuć...

— Panie Uchiha.

Obaj odsunęli się od siebie, chociaż Sasuke zrobił to aż nazbyt niechętnie. Potem również z ociąganiem przeniósł wzrok na kroczącą ku nim dyrektorkę Shizune. Przywdział na twarz sztuczny uśmiech.

— Widzę, że już zapoznał się pan osobiście z Naruto — rzekła, szczerze uradowana. — To właśnie nasz najlepszy z uczniów. Pokładam w nim wielkie nadzieje.

— A o co chodzi? — wtrącił Naruto z niezrozumieniem.

— Och, pewnie pan Uchiha nie zdążył ci powiedzieć, ale zdecydował się finansować tegoroczne stypendia.

— Ale to... to dopiero za rok — zauważył Naruto. — Mamy październik.

— Niecały rok, Naruto — poprawiła go dyrektorka, a potem coś dodała, ale Uzumaki już jej nie słuchał. Wpatrywał się za to w zmrużone, kocie oczy.

— Naruto, może odwieźć cię do domu? — zapytał nagle brunet, przerywając Shizune bez żadnej skruchy i ignorując jej jawne zdumienie.

Oddech Naruto przyspieszył. Wiedział, że zgadzając się wejdzie prosto w sidła bestii. Że przepadnie całkowicie. Ale w tym momencie nie miało to znaczenia.

— Dobrze.